niedziela

Nie chcę żałować, że nie spróbowałam.

Ciąg dalszy następuje.

Kasia idealny moment wybrała, akurat miałam dołek, czułam się  sfrustrowana, blog odłogiem leżał. Jasne było, że w blogowaniu  stoję w miejscu,  nic się nie dzieje, że brakuje mi profesjonalizmu i to są szczyty  możliwości Gosi-samosi. Potrzebne były inwestycje jak wszędzie. Nie będę tu pisać o szczegółach, ale byłam  zmęczona pokonywaniem wszystkich tajników w pojedynkę. Uważałam, że potrzebuję, licząc lekko, ponad dwa tys. zł. na jego rozwój. Powinnam kupić  nowoczesny szablon, może przenieść się z blogera na inną platformę, zainwestować w aparat i kurs fotograficzny. Mogłam też sama zainstalować darmowy, średni szablon i uczyć się tajników fotografowania, ale kupę czasu by to zajęło, a aparat i tak potrzebowałam lepszy.  Jak na blog hobbystyczny  to dużo za dużo.


 W zasadzie stałam w rozkroku, planu nie miałam, sama nie wiedziałam, o co mi chodzi. Wydawało mi się, że piękny blog coś tam zarobi, ale zaraz przypomniałam sobie, że wszystkie blogi, które lubiłam i które zaczęły publikować głównie teksty sponsorowane, zatraciły swą autentyczność i jako fan je porzuciłam. Nie chciałam tego dla mojego czasu oscrapowanego i  zaczęłam skłaniać się do zamknięcia bloga.

Kasia dobrze wyczuła moment i zagadnęła mnie bardzo umiejętnie. Zgrabnie nawiązała do rękodzieła i  blogowo-odległościowej relacji, która nas łączyła. Zaprosiła mnie też kiedyś do wystawiania moich dzieł w jej sklepie internetowym.  Wiedziałam, na pewno, że jest miła, konkretna i  ma hobby!
Zagadnęła mnie na messengerze i zadziałało.  Parę obiekcji miałam, które pięknie objaśniła wszystko przez telefon, nie czułam się ani przez chwilę namawiana, atakowana, czy coś w tym rodzaju. Mogłam odmówić w każdej chwili, ale byłam ciekawa.  Zapisałam się i ... zaczęłam walkę ze sobą. Powiedziałam A, bo Kasia mnie przekonała i  zobowiązałam się tym samym do powiedzenia B.

Małgorzato, uwierz w siebie.

Pozostałam z wiarą, że system biznesowy gdzieś tam działa  i inne dziewczyny odnoszą sukcesy, ale nie z wiarą, że mnie też to może dotyczyć. Mnie takie rzeczy się nie przydarzają. Prędzej zgubię niż coś znajdę. To było po pierwsze, po drugie zwaliły się na mnie zadania, które przywitałam, z niepewnością, ale wierzyłam Kasi, która spokojnie mówiła, że da się zrobić, wspierała mnie i uspokajała.
Na dzisiaj koncentruję się na korzyściach, pracuję, szkolę się i idę do przodu. W końcu to nie pierwsze wyzwanie jakie podejmuję w życiu, wystarczy wspomnieć mój kurs na tramwajarkę i pomykanie po szynach bez kierownicy oraz dziewięciokrotne zdawanie egzaminu na prawko.
Coś w tym jest, że jak czegoś bardzo się chce, to przeszkody się pokonuje, szuka sposobów i się nie poddaje, to prędzej czy później się uda:)

Dzięki wielkie za uwagę, za to że jesteście i pięknie komentujecie. Pozdrawiam:)


4 komentarze :

  1. Gosiu, ja już od wielu lat zastanawiałam się co mam robić żeby zdobyć jakąś kasę i móc zostać dłużej z dziećmi w domu. Ciesze się, ż e znalazłam taka możliwość. Życzę Ci dużo sukcesów i wytrwałości i tak wspaniałych osób w zespole jakie ja mam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo, Gosiu, zdjęcie piękne.:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale extra! Już się martwiłam że znikniesz nam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Życzę Ci powodzenia i samych sukcesów :)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń