czwartek, 18 stycznia 2018

Zakupy mniej lub bardziej nieudane.

Dzisiaj powspominam i pośmieję się z moich zakupów, o których zapomnieć się nie da.
Pamiętacie kielichy ozdobne? Założę się, że można je spotkać w niejednym mieszkaniu i dzisiaj.  Trzydzieści lat temu kupiłam dwie sztuki (jeden podobny do tego na zdjęciu, a drugi w kształcie koniakówki), strasznie  mi się wtedy podobały i chyba musiałam się do nich przywiązać, bo taszczyłam je ze sobą przez wszystkie przeprowadzki.  Służyły mi jako wazony i pamiętam, że jak pierwszy się potłukł, to winowajca musiał się długo kajać i przepraszać. Wielka koniakówka  przetrwała do dzisiaj, stoi na regale w pokoju teściowej i chichocze z mojego ówczesnego gustu. Jest to typowy przykład zakupu udanego, którego konsekwencją w przyszłości, zamiast wzrostu wartości przedmiotu, jest tylko niedowierzanie.



Wracając do teraźniejszości, to udało mi się kupić  felgi samochodowe z neta, które okazały się w gorszym stanie niż te, które miałam do wymiany. Trafiłam na oszusta, co czyni ten zakup zupełnie nieudanym.
Chybionym okazał się też zakup materiału, którym (zakup pomyłka) chciałam obszyć szezlong. Dokładniej, to do kitu okazał się kolor materiału. Miał być amarantowy i taki wydawał się w sklepie, w domu wyszło na jaw, że  to burak. Akurat taki odcień, na który nie mogłam  patrzeć. Forsa wydana, oddać nie można i jeszcze trzeba było użyć kilku sztuczek, by zasłona niepamięci spłynęła na małżonka. Aby mu przypadkiem do głowy nie przyszło pytać, "co uszyjesz z materiału, który ostatnio kupiłaś ?" Kupon do teraz leży na dnie szafy, też u teściowej i niech... go mole wpierdzielą.
Lampa sufitowa z ikei jest przykładem zakupu nieudanego, który z czasem został uznany za udany i nadal jest w użyciu.  Nie chciałam wówczas żyrandola, bo o poprzedni zawadzałam rękami przy wymachiwaniu, wymyśliłam więc  tę lampę na takie dziwne żaróweczki.
Efekt okazał się czadowy, dosłownie.  Lampa wysoko, nie zawadzam o nią, ale  pojawił się też zonk. Dziwne żaróweczki mocno się nagrzewały i na suficie pojawiały się  okopcenia od tego ciepła.  Myślę, że nawet wróżbita Maciej by czegoś podobnego nie przewidział. Gdy nastała era żarówek ledowych  problem się rozwiązał. Zapas kopcących mamy nadal, ale ta niesława spływa tym razem na męża, który tyle ich nakupił.
Zakup-bubel, totalna porażka, czyli moja maszyna do szycia Zofia. Kiedy ją kupowałam, błędnie założyłam, że obojętnie jaka, nowa maszyna, będzie lepsza od starej. Nie miałam racji szyje, kiedy chce, pętli nici, ma kiepską regulację, jest trudna w oliwieniu,  zbudowana na plastikowych częściach głośna i droga w serwisowaniu. Maszyna do szycia to zdecydowanie najgorszy mój zakup, jaki pamiętam.
Na koniec opowiem o butach. Czarnych, skórzanych na niewielkiej platformie, baaardzo wysokim obcasie i z zameczkiem na pięcie.  W wersji oficjalnej kupiłam je jako moje ostatnie buty na wysokim obcasie w życiu. Prawda była taka, że oszalałam i nic nie było w stanie mnie powstrzymać.  Zamroczenie mózgu musiałam mieć, bo jak mi przeszło, to szybko dotarło do mnie, że ja na ulicę w nich na pewno nie wyjdę.
Wiele czasu musiało minąć, by mąż przestał pytać złośliwie o tę parę właśnie i czekać, aż się przyznam do porażki i wyrzucenia forsy w błoto. Niedoczekanie,  twardo obstawałam i  obstaję nadal, że są świetne na imprezy (choć nie chodzę) i że będą doskonałe do trumny.
Jestem zdziwiona, że bezsensownych zakupów zrobiłam   w sumie tak niewiele. Felgi oddałam na złom, reszta nie wylądowała na śmietniku, więc duch oszczędności i zero waste drzemie we mnie od zawsze.
A może wam też przytrafiły się podobne zonki zakupowe? Pozdrawiam ciepło:)









15 komentarzy :

  1. Kieliszek wymiata,pamiętam tę modę...a skoro jesteśmy przy nietrafionych zakupach to mam w domu dwa porcelanowe serwisy kawowe. Od przeprowadzki (w zeszłym roku)nawet ich nie rozpakowałam,nadal leżą w kartonach bo nigdy przenigdy nie piję kawy ani herbaty w filiżance -za mała pojemność,po prostu...Co więc mnie podkusiło by mieć aż dwa serwisy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serwisy kawowe, znam to. Ja swoje rozdałam:)

      Usuń
  2. Hihi skąd ja to znam :) Mogłabym długa i dużo wymienić takich zakupów na szczęście część sprzedałam, rozdałam lub przerobiłam.
    ps. ten materiał możesz sprzedać, pewnie znajdzie sie miłośnik buraka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może trafi się chętny, albo pomysł na inne wykorzystanie:)

      Usuń
  3. Oj te zakupy :-). Ja zanim coś kupię to długo myślę ale niepotrzebnych rzeczy też mam sporo i zawsze sobie powtarzam że może się przydadzą. Brrrr....oby się tylko nie zagracić. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walka z zagraceniem, to moje motto teraz:)

      Usuń
  4. Ja czasem się skuszę, ale zazwyczaj oglądam i się zastanawiam czy mi się ta dana rzecz przyda.
    Podobne dekoracyjne kieliszki widuję jeszcze w sklepach z dekoracjami do domu. Parę lat temu podobnych bibelotów kupowało się zdecydowanie więcej, teraz styl skandynawski nauczył nas powrotu do natury i prostoty i tego że dekoracja powinna też być praktyczna.
    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej jak przedmiot jest ładny i użyteczny:)

      Usuń
  5. Teraz kupuję mniej i bardziej świadomie. Kiedyś kupowałam spontanicznie i nie zawsze zakup okazywał się tym co potrzebuję lub co dobrze u mnie wygląda. Dostawałam też wiele prezentów, które niekoniecznie były w moim klimacie. Ale pozytywne w tym jest to, że zawsze starałam się jakoś to "dopasować" do siebie, a więc przerobić lub zmienić pierwotne przeznaczenie, a to bardzo pobudza wyobraźnię i kreatywność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nietrafione prezenty, to faktycznie kłopot, bo nie można darczyńcy urazić:)

      Usuń
  6. Niedużo tych wpadek :-) nie jest źle! Jak mogłaś przewidzieć, jak to wyjdzie z felgami, No jak? My akurat trafiliśmy na dobre, tylko chyba z innym rozkładem śrub niż w naszym aucie, hihi. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sądziłam, że wydobędę ich więcej:)

      Usuń
  7. no z tymi felgami, to przecież nie Twoja wina. Ale boli tak czy siak. Ja takich totalnych wpadek, to ostatnio nie pamiętam... ale zdarzały się i zdarzają się szczególnie w temacie ciuchów ;) w sklepie mi się podoba, a w domu czuję się jak przebieraniec... ;) Też kupiłam kiedyś 'szpilki' ale bardzo szybko je sprzedałam ;) i teraz, jak mnie kusi, żeby coś na obcasie, to walę sama siebie w potyliczkę i mi przechodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam od 3 lat maszynę w szafie - nawet nitki nie założyłam - bo nie umiem...

    OdpowiedzUsuń