niedziela, 7 stycznia 2018

Kicz kontrolowany. Gobelin ns ścianie.

Oj, przedłużył mi się ten urlop świąteczny, ale w końcu jestem i witam was w Nowym Roku.
Nie pamiętam, czy wspominałam o tym, że nie przywiązuję się jakoś szczególnie do przedmiotów i z łatwością się ich pozbywam, gdy mi się znudzą lub zawadzają. Nadmiar rzeczy dodatkowo mnie przytłacza i bardzo staram się nie dopuszczać do sytuacji, że nie wiem, że coś mam.
Przewietrzanie domu i wypuszczanie w świat przedmiotów ma wszak jeden maleńki minusik,  czasami zdarza się, że jednak żałuję.  Było, przepadło, można co najwyżej puknąć się w dyńkę i pogodzić się ze stratą.

Na liście nieodżałowanych start  znalazło się lustro w fikuśnej mosiężnej ramie  z domu rodzinnego. Tu nie jest aż tak źle, bo podarowane  przyjaciołom i mogę je czasem zobaczyć i powzdychać. W sumie, gdybym je podwędziła na jakiejś większej imprezce, to chyba mnie by nie podejrzewali?
Nieopatrznie pozbyłam się też skorup rodzinnych. Część mi się nie podobała, bo duralex wówczas rządził, część pogubiła się przy przeprowadzkach, część oddałam.  Najbardziej  żal mi, serwisu do kawy po mamie. Filiżanki w nim miały każda inny  kolor, błękitna, limonkowa, różowa, lawendowa, żółta i nie pamiętam już jaka, ale pamiętam ich kształt kielichowaty, zwieńczony jakby nóżką i zakręcone uszko, ech.
Skorupy z Włocławka też poszły w cholerę, muszę przestać wyliczać, bo mnie zaczyna kłuć w boku i oko zaczyna mi nerwowo mrugać.
A babcia ile miała skarbów, że ja tego nie brałam głupia. Nie podobało mi się wówczas, co zrobić? Podobnie było z Queenami, jak zobaczyłam ich pierwszy raz w teledysku  do Radio ga, ga, pomyślałam sobie "jakie wieśniaki". Całe szczęście, że zmądrzałam, choć kawałka Radio ga, ga nadal nie lubię.
Zdarzają też małe cuda na osłodę, dostałam niedawno solniczko-pieprzniczkę identyczną, jaką mieliśmy w domu i udaję teraz, że to ta sama.
Przetrwał też lew z egzotycznego drewna, przywieziony przez dziadka z jakiejś podróży. Do niedawna rezydował na strychu, teraz zastanawiam się, czy zostawić go w spokoju, czy może go pomalować jakoś?
Najnowszym łupem na osłodę jest żakardowa makatka wintage, która przypomina mi dzieciństwo i jego beztroskę.
Z makatką też miała udawać, że niby po babci:):) Mąż zaprotestował i gada, że chyba za staromodnie.
Zarzucam ją  czasem na oparcie kanapy.


Okazało się też, że ta pierwsza przyciągnęła następne i robi się mały problem. Ostatnią zrobiłam własnoręcznie, wyszyłam muliną i włóczką kawałek czerwonej bawełny.











21 komentarzy :

  1. cudne dekoracje, też czasami żałuje, że coś wyrzuciłam, ale teraz zanoszę wszystko do piwnicy, do której zaraz nie będę mogła wejść, bo tyle tam tego jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ja mam stryszek na graty:)

      Usuń
  2. Masz rozsądne podejscie do przedmiotów, nie ma co rozdzierać szat, prawie wszystkie można teraz kupić, ale przecież nie o to chodzi. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, też wychodzę z tego założenia:)

      Usuń
  3. Z mojego domu rodzinnego nic nie mam i staram się o tym nie myśleć, bo mi się krew wtedy ścina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim też było sporo perełek, ech:)

      Usuń
  4. Przypomniałam sobie ile skarbów nie doceniłam i wyrzuciłam lub wydałam. U mnie z tymi wydanymi gorzej, bo je widuję i natrętnie myślę jak fajnie byłoby je znowu mieć u siebie. Makatka rewelacyjna, masz złote ręce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, makatka może być też bieżnikiem, takam zdolna:)

      Usuń
  5. Dla jednych kicz, dla innych sentymenty.. o gustach się nie dyskutuje. Osobiście wolę nowoczesne wnętrza. Ocieplane ciepłym światłem i kwiatami.

    OdpowiedzUsuń
  6. O ja pier...ę, jest taka bardzo boho i w moim stylu.Efekt jest piorunujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak proporzec rodem ze wschodniej Azji:)

      Usuń
  7. Przepiękne dekoracje. Ja za to jestem zbieraczem. Mam wiele bezuzytecznych i niepotrzebnych rzeczy, ale nie umiem się z nimi rozstać, więc zazdroszczę trochę, że umiesz się pozbywać przedmiotów.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak coś leży dwa lata bez używania, to znaczy że mogę bez tego żyć:)

      Usuń
  8. Świetna makatka! W Twoich pracach najbardziej podoba mi się to, że mają swój jedyny, niepowtarzany, rozpoznawalny styl. Gdyby ktoś rozłożył przede mną kilka różnych makatek myślę, że potrafiłabym rozpoznać Twoją. A skoro to Twój pierwszy noworoczny wpis to - wszystkiego dobrego w nowym roku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i dzięki. Mieć własny styl, to jest COŚ:)

      Usuń
  9. Mega intrygująca :) Podoba mi się :) Taki klimacik robi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haftowana, można powiedzieć na pniu, bez żadnego planu. Dzięki:)

      Usuń
  10. Fantastyczny ! Jest boho, ale i też orientalnie. Gdy go pierwszy raz zobaczyłam na zdjęciu skojarzył mi się z Tybetem. Gosiu, kolejny super pomysł na dekorację.
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, samych radości i dużo zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że mnie też z daleką Azją się kojarzy. Dzięki wielkie:)

      Usuń
  11. też mam na koncie kilka nieodżałowanych strat ;) część sprzedałam z wygody - liczne przeprowadzki, pakowanie i takie tam sprawiły, że szłam w minimalizm ;) teraz trzy razy oglądam, pięć razy wyniosę i przyniosę z piwnicy i dopiero sprzedaję ;) a makatki: no! mają w sobie coś! :)

    OdpowiedzUsuń