wtorek, 17 października 2017

Chciałabym, a boję się...

Wszelkie kreatywne porywy  zaczęły mną targać, gdy byłam nieletnia. Szyłam krzywe kukiełki z oczami z guzików, robiłam na drutach ubranka dla lalek, usiłowałam haftować serwetki. Strach było  w domu usiąść, bo rozsiewałam igły i szpilki jak sąsiad plotki. W wieku około dziesięciu lat zaczęło  ciągnąć mnie  do garnków i pieczenia. Zbytnią bystrością w kuchni się nie wykazałam, bo próbowałam upiec ciasto bez mąki. Brak mąki w przepisie wydał mi się dziwny dopiero po wpakowaniu ciastowatej mieszaniny do piekarnika.  Zainteresowania moje rozkwitały i wszystko było dobrze, dopóki było praktyczne i mieściło się w ogólnie przyjętych  ramach, a ja miałam też pomysły niepraktyczne, chciałam inaczej, chciałam po swojemu.  Meble przestawić, niektóre pomalować, półkę z deski na sznurkach, zasłonkę zamiast drzwiczek w szafce, stos książek na podłodze, łóżko pod sufitem , coś z niczego zrobić.
Gdy chodziłam na (wybłagane) lekcje baletu, nie słyszałam niestety pochwał ani słów zachęty, tylko to, że baletnicą nie będę, bo nie jestem gibka. Po co dziecko oszukiwać, niech wie, że się nie nadaje.  Gdy  z trudem zapuściłam włosy, na przekór babci, która miała pięciu synów i uważała, że krótkie najwygodniejsze, dowiedziałam się od życzliwej cioci, że mam uszy odstające. Pierwszy mój dziewczęcy zaczes w życiu,  włosy podpięłam  spinkami i podobała mi się twarz patrząca na mnie z lustra, jednak co?..  Nie, że ładnie, że inaczej chociaż. Dowiedziałam się, że... uszy mi odstają.
Tej spódnicy  już nie założę, bo wyglądam w niej jak cyganka, w lenonkach jak żaba, a sałatka, którą zrobiłam,  nie nadaje się do jedzenia. Skąd mi przyszło do głowy, żeby pomarańczę z zieloną sałatą mieszać?  Sałatę lepiej ze śmietaną, każdy wie o tym.  Po co mi angielski, z kim ja po angielsku chcę gadać.
Starych krzeseł, które uratowałam, nikt oprócz mnie nie podziwia,  okna  bez firan są za gołe i kwiatów  mam za dużo.  Krzywe ściany powinnam karton-gipsem wyrównać i porządny dywan kupić, zamiast tych małych chodniczków.
Bez mięsa rozchoruję się, będę podjadać na boku i za pół roku mi się znudzi. Znam to.  
Prawdopodobne jest, że próby hartowania mnie, spowodowały, że nie wyróżniam się dzisiaj  szczególną odwagą w życiu.  Przez to bez ustanku biję się  ze sobą w myślach, bo przecież  wolę nieschematycznie  i potrafię taki fakt u innych docenić.
 Na szczęście, mimo nabytego tchórzostwa w wyrażaniu siebie, udaje mi się lekko odbić w stronę przeciwną niż  ta najpopularniejsza.  Nie króluje u mnie styl kalka z wystaw sklepowych, tylko hand made. Nie wieszam firanek z gipiurą, bo w ogóle ich nie wieszam,  nie mam  porządnego kompletu mebli.  Zaj.....nych ledów pod sufitem i wanną też.  Żyję z tym i czuję, że mogłabym jeszcze bardziej:)

żródło:pixabay.com



16 komentarzy :

  1. To cudownie, że czujesz, że mogłabyś bardziej, bo to jest coś dzięki czemu ludzie działają, tworzą, rozwijają się i żyją wbrew obowiązującym schematom:). To się nazywa twórczy niedosyt, każdy artysta to ma;). Gdybyś przestała tak czuć, to myślę, że wtedy byłby potężny powód do zmartwień. Świetny tekst! Cieszę się, że powstał. Na niego czekałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Prawdopodobnie działanie pod wiatr jest jeszcze bardziej mobilizujące. Pozdrawiam:))

      Usuń
  2. I tak trzymaj, bo dla nas jesteś źródłem rewelacyjnych pomysłów, inspiracji, a często prowokujesz do przemyśleń. Ciężko iść pod prąd, ale fajnie, że są tacy, którzy taką drogę wybierają i sami stają się motorem dla tych mniej odważnych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda jestem buntownikiem, choć na pierwszy rzut oka tego nie widać. Dziękuję za komentarz:)

      Usuń
  3. Ech, te podcinanie skrzydeł...skąd ja to znam. W okresie nastoletnim to mistrzami w tym byli moi nauczyciele z podstawówki i rodzina... Tylko ja nie byłam tak odporna jak Ty. Twardej skóry dopiero nabieram będąc daleko...a największy egzamin czy jestem wystarczająco odporna jeszcze przede mną... Trzymam za Ciebie kciuki żebyś się nadal nie poddawała i szła przez życie po swojemu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie dziadek miał wyłączność na rację. Dobrze, że udało mi się ze wszystkim uporać, nabrać dystansu i nie trzymać urazy. Dziękuję za odwiedziny:)

      Usuń
  4. Uhhh.. to co napisałaś, to nie wygląda na żadne próby hartowania tylko na regularną przemoc psychiczną by z artystycznej duszy zrobić księgową. Kurde.. ja darłam koty z mamą, ale jak dochodziło co do czego, to zawsze stała za mną murem, chwaliła i pozwalała się spełniać.
    Gosiu nie nazywaj siebie tchórzem... potrafiłaś siebie obronić, nie dałaś się przerobić na obowiązującą modłę. Nie jesteś tchórzem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż mam wrażenie, że to była wówczas norma. Mama tyle pracowała, że jej obecność była dla mnie świętem, ale to ona dała mi poczucie, że jestem wyjątkowa. Szybko zrozumiałam, że sama muszę sobie radzić z problemami. Może faktycznie odwagi mi nie brakuje i starcza jeszcze dla bliskich. Nie potrafię się przełamać i zaszaleć np. ze strojem i wyjść z domu dajmy na to w kapeluszu kowbojskim:)

      Usuń
  5. Najważniejsze, żeby to co robisz pasowało Tobie, a nie komuś. Tak trzymaj.!!I nie powiedziałabym, że się boisz.:))

    OdpowiedzUsuń
  6. jak ja Cie rozumiem! grrr! nie znoszę tego! ze mnie wszyscy się podśmiewali, że laurkę mam gdzieś schowaną na każdą okazję, że zawsze coś tam kombinuję. Traktowali to jako niegroźny bzik do tego stopnia, że czasem trudno mi się przełamać i pochwalić się w rodzinie swoimi 'rękoczynami' :/ Na szczęście żyję z Mr. T., który akceptuje tego mojego bzika i zgadza się na większość pomysłów ;) odwagi moja droga i powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A scrapowanie, to wycinanki dla dzieci i marnowanie czasu. Dzięki:)

      Usuń
  7. Jesteś bardzo kreatywną i twórczą osobą ! A ja takie osoby lubię i cenię najbardziej :))
    Ja też od dziecko zawsze coś tworzyłam i przerabiałam. Również szyłam ubranka dla lalek. Swojego czasu zajmowałam się też rękodziełem (malowaniem na szkle), ale teraz zdecydowanie są to wnętrza, które totalnie mnie pochłonęły :))
    Pozdrawiam ciepło !

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana, ja też całe życie pod prąd i dobrze mi z tym (niektórym z mojego otoczenia pewnie mniej). Po co robić skoro można kupić, takie krzywe, niesymetryczne, z odzysku ! Nie raz, nie dwa porywałam się z motyką na słońce i nie żałuję, bo wszystkiego trzeba próbować, bo żałować to się powinno akurat tego, czego się nie zrobiło. Lepiej mieć głowę kolorową od zwariowanych pomysłów niż naświetloną od patrzenia cały dzień w telewizor. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja lubię takie wyjątkowe podejście do życia. 😁

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, źe jrsteś zacharyowana bardziej niż Ci się wydaje. W ogóle, to chyba jesteśmy w podobnym wieku i z podobnymi doświadczeniami: w przeszkolu na moją prośbę o zrobienie kitka od pani usłyszałam „ale dziecko tu nie ma z czego” (włosy obcięte na pazia do brody - kitek by wyszedł, ale włoski cienkie, po co się pani miała wysilać), a na kołku tanecznym słyszałam „stań z tylu, bo tańczysz jak artystka ze spalonego teatru”. Tak że ten. Rodzina co prawda nie krytykowała. Gosia, jesteś dorosła, rób swoje i się nie tłumacz! A i ja też nie mam firanek.

    OdpowiedzUsuń