sobota, 5 sierpnia 2017

Marny klient i wielorazowa butelka na wodę.

Jeśli nie potrzebuję, nie biorę nawet za darmo.

Z życia wzięte, scenka przy kasie scenka w samoobsługowej drogerii. Kasjerka: może pani kupić kubek za 1grosik; Ja: nie, dziękuję nie potrzebuję kubka. W oczach kasjerki zdziwienie. Wtrąca się mąż: za 1 grosz możemy wziąć, przyda się. Wzięliśmy więc, ale pamiętam to do dzisiaj, choć kubka już dawno nie ma.
Dzisiaj pewna pani namawiała mnie do zakupu suplementu diety przez telefon.  Imaginujecie sobie, kupowanie w ciemno suplementu,  od nie wiadomo skąd i od kogo, przez telefon. Trajkotała przy tym jak katarynka i nie dała sobie wejść w słowo.  Już przygotujemy dla pani przesyłkę, i że koszt niewielki, i na długo wystarczy, bla, bla, bla. Do widzenia powiedziałam bezsensu, nie czekając aż skończy.

Wszędzie atakują nas okazje, które okazjami nie są.

Agresywny marketing, wszystkie chwyty dozwolone. Ta pani też zarabia na chleb, rozumiem.  Ja jednak na takie metody i przyciskanie mnie do muru się nie zgadzam, wolę zwyczajnie iść do sklepu i kupić produkt, gdy uznam, że go potrzebuję. Szkoda, że handel teraz tak wygląda i posuwa się do podstępu i manipulacji. Jednostki nieświadome i nieasertywne są bez szans. Teściowa  na przykład  kupiła niechcący  przez telefon encyklopedię. Niedosłyszała, potakiwała tylko, a gdy poprosili o adres odruchowo wyrecytowała i już. Moja mama była o krok od kupienia cudownej lampy leczniczej za kilka tysięcy złotych. Ludzie starsi to łatwy cel, niestety.
Uważam, że dobry produkt sam się obroni i klient go znajdzie.

Marny klient.

Zauważyłam ostatnio, że bardzo rzadko wchodzę  do sklepów żeby pooglądać. Fajnie jest nie czuć ochoty na zakupy, fajnie jest nie przynieść do domu kolejnego koszyczka, który już się miało w ręce.
Sama bym w to nie uwierzyła, ale bycie marnym klientem jest super i ma się wrażenie, że jest się jakby obok. Do tego czuję się dziwnie swobodnie i lekko.

Tak przy okazji. Niedawno naczytałam się różnych mądrości w internetach i po krótkiej dyskusji, postanowiliśmy z mężem, że nie będziemy już kupować  past z fluorem.   W znanym sklepie  znaleźliśmy tylko jedną pastę bez fluoru, nie polską, co wydaje  się zastanawiające. W dodatku była dwa razy droższa od tych z fluorem. Gdzie się podziały pasty bez fluoru?

Woda w szklanej butelce.

O tym, że piję kranówkę i żyję już wspominałam. Wodę piję też  poza domem, więc w czym ją nosić?
Kusiło mnie, żeby kupić sobie jakiś fajny bidon, jednakże plastik odpada, ten który zgromadziłam przez lata w domu wystarczy. Najbardziej smakuje mi woda ze szklanych naczyń i do tego celu od kilku dni wykorzystuję półlitrową butelkę po napoju owocowym dr Witt. Nie jest wcale ciężka i świetnie się sprawdza. Korek nie przecieka, a  osłonki, które uszyłam, chronią  mój designerski "bidon" przed rozbiciem.  Kolorowa wersja ma kieszonkę na korek, żeby się nie zgubił.

szklana butelka na wodę zamiast bidonu

butelka na wodę, zero waste
 Dżungla w moim domu. Mąż szaleje. Niedługo trzeba będzie maczetą torować drogę do okna:)
urban junge
Poniżej, po lewej kawa. Niewykluczone, że w przyszłym roku zakwitnie:)
kwiaty w moim domu






13 komentarzy :

  1. Pomysł na szklane butelki na wodę bardzo trafny ! Ubranka są świetne. W upały pijemy dużo wody, więc taka butelka sprawdzi się idealanie. A okazje w dzisiejszych czasach atakują nas z każdej strony, zgadzam się :)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po kilku dniach, bez butelki jak bez ręki. Sprawdza się swietnie. Dziekuję Aniu:)

      Usuń
  2. Ja kupiłam bidon.. ale szklany. 😉

    OdpowiedzUsuń
  3. To co napisałaś, że fajnie jest nie mieć ochoty na zakupy, wzięłam sobie do serca. Moje zakupy muszą być bardziej przemyślane i konkretne. Kranówkę często pijemy, ale po przegotowaniu, dodaję tylko parę kropelek cytryny i jest pysznie. Piękne te osłonki uszyłaś :) A dżungla w domu to same plusy, roślinki oczyszczają powietrze, a klimat trochę jak w palmiarni :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja od jakiegoś czasu bardzo wstrzemięźliwie podchodzę do zakupów: nie jestem osobą która goni za modą - w żadnej dziedzinie, więc jest łatwiej - kupuję tylko to, co potrzebne, co czas zmienić, bo stare się zużło ;) zwyczajnie szkoda mi kasy ;) i ostatnio zezłościł mnie pewnien sklep - jedyna sieciówka, w której kupuję ubrania, bo mają rozsądne ceny. Chciałam coś zamówić przez neta (niestety nie ma u mnie w miasteczku sklepu stacjonarnego) i otrzymałam wiadomość, że muszę coś dołożyć, bo moje zamówienie nie osiągnęło ceny minimalnej do realizacji. Poczułam się 'naciągnięta' - przecież to ja płacę koszt wysyłki, więc co im do tego jaka jest wartość zamówienia?!?!?! Zrezygnowałam... Świetny pomysł z ubrankami na butelki :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja już długo używam pasty bez fluoru - mój ukochany już się nie buntuje i też jej używa :)
    Świetny pomysł z tą butelką!
    Ps ale masz busz na parapecie - cudnie - ja mam niemrawe z dwa kwiatki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwiaty to zasługa męża, taki ogrodnik z niego:)

      Usuń
  6. I have been using a toothpaste without fluoride for a long time - my beloved does not revolt and uses it :)
    Great idea with this bottle!
    Ps but you have a bush on the window sill - wonderfully - i have a gloomy with two flowers!

    หนังฝรั่ง

    OdpowiedzUsuń