środa, 28 czerwca 2017

Na inny temat. Co się stało?

  Stało się,  jestem na drodze do weganizmu.

 Nie planowałam tego, ba nigdy nie brałam pod uwagę takiej ewentualności. Zawsze wydawało mi się, że niewielkie ilości chudego mięsa są w zdrowej diecie niezbędne, podobnie jak i ryby.  Zastrzeżenia miałam raczej do wędlin i do tego, co w sobie zawierają oprócz mięsa, więc unikałam.
Mleko od wielu lat używałam tylko do kawy, albo ciasta, a za serem żółtym, który proponują nam w marketach, nie przepadam i nawet do zapiekanek nie dodaję. Lubię natomiast jogurty, maślanki, twarogi i sery pleśniowe.
Najgorsze jest to, że od marca wprowadziłam zmiany w odżywianiu, w których twarogi i jogurty naturalne były na porządku dziennym. Mleko łatwo zastąpić, zresztą kawę mogę pić bez ale co z pozostałym nabiałem? Jeszcze do tego nie doszłam i zgłębiam temat.
Mięso porzuciłam niespełna miesiąc temu i wiem, że to jest jedyna słuszna decyzja. Zrobiłam to nie dla zdrowia, młodości, czy odchudzania, po prostu zrozumiałam, że bezmyślnie żyłam w wielkim błędzie.  Wierzyłam wszystkim, moim rodzicom, dziadkom i innym, że trzeba jeść mięso dla zdrowia. Wierzyłam, że krowa z radością dzieli się ze mną swym mlekiem, a  brudnym świniom i głupim kurczakom w ogóle nie poświęcałam uwagi. Nad uśmiercaniem też się nie zastanawiałam. Widziałam nawet, jak babcia obcina głowę kurze i nie miałam z tego powodu traumy. Zarzynania większych zwierząt nie umiałam sobie wyobrazić i łudziłam się, że śmierć ich jest szybka i bezbolesna.
Prawda jest zupełnie inna, zwierzęta są zniewolone, bez przerwy  zmuszane do rodzenia młodych, trzymane w strasznych warunkach, stłoczone, brudne, nie wychodzą na powietrze, chorują, zdychają, wariują, są bite i kopane. Gęsiom na przykład, co jakiś czas na żywca wyrywa się pierze, które odrośnie po to, by znów je wyrwać. Wiedzieliście o tym? A karmienie rurą wepchniętą przez gardło do żołądka to pieszczota, czy draństwo?
A co ze świniami? Nie przepadamy za nimi, nawet podły człowiek to dla nas "świnia". Mimo że inteligencją przewyższa psa, całe życie spędzi w unieruchomiona w ciasnym boksie z wyrokiem śmierci, wydanym już w dniu urodzenia. Czy wiecie, że warchlaczkom ucina się  ogonki i wycina jądra bez znieczulenia?
W reklamach uśmiechnięta krowa leży na kanapie albo wącha kwiatki i do głowy nikomu, kto to ogląda nie przyjdzie, że tak naprawdę to 95% krów nie wącha żadnych kwiatków i nie pasie się na łąkach, a niebo mogą zobaczyć jak  wiozą  je do rzeźni,  są jednak w takim stresie, że wtedy raczej też nie zobaczą. Swoją drogą, to ciekawe, że w TV co rusz można zobaczyć reklamy mleka, śmietany sera, mięsa i kiełbasy na grill, a nigdy nie reklamuje się dajmy na to świeżej sałaty i rzodkiewki.
Dlaczego, przez 47 lat życia nie wiedziałam, że krowa, aby mieć mleko musi mieć cielaka. Nikt mi tego nigdy nie powiedział. Całe życie myślałam, że  krowa po prostu tak ma, że mleko daje i my   ludzie musimy  jej wręcz pomagać się go pozbywać. Okłamali mnie, jak z resztą  powiedzieć dziecku, że  krowie siłą zabiera się dziecko, a potem kradnie jej mleko i żeby mleka było ciągle dużo i opłacalnie, krowa musi ciągle rodzić cięta, które są jej zawsze odbierane. Wiedzieliście o tym?
Podłość ludzka nie ma granic (tak zacytuję) i to, co dzieje się na farmach i w rzeźniach mnie przerasta i nie chcę już brać w tym udziału, nawet gdybym miała przysłowiową trawę wpieprzać.



Dzięki za uwagę, lecę zgłębiać tajniki  kuchni wegańskiej, a gotować nie lubię, więc...trzymajcie kciuki:)

Ps. O kurach nic nie napisałam i choć zawsze wydawały mi się głupie, a w rzeczywistości nie są,
też nie zasługują na życie w cierpieniu, a wierzcie mi, że mają przesrane.

14 komentarzy :

  1. Ja też jak się naczytałam i naoglądałam o tych biednych krowach... też przez miesiące nie piłam mleka i nie jadłam wyrobów z mleka, o mięsie już nie mówię, zapodałam sobie przepisy Pawlikowskiej i męczyłam nimi mojego ukochanego -trzymał się dzielnie. Nie marudził - ale mi się po jakimś czasie znudziła monotonia jedzenia. Poddałam się.
    Kury hodowlane też są biedne - pamiętam jak u moich rodziców biegały za domem na placu - te z pewnością były szczęśliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie okazuje się, że całe życie jadłam monotonnie. Teraz odkrywam nowe produkty i nowe smaki:)

      Usuń
  2. Dla mnie to co piszesz to żadne odkrycie, choć wychowałam się w mieście. A mimo to nie mam jakoś traumy mięsnej. Nie pochwalam przemysłu mięsnego. Jestem przeciwnikiem ferm, wielkich hodowli i staram się jak mogę nie kupować takiego mięsa. Uważam, że człowiekowi wystarczy jak raz w tygodniu zje białko zwierzęce (bo jednak jest zdrowe i to nie to chude, ale czerwone - warto poczytać o przyswajalności witamin i żelaza oraz białka z równych rodzajów produktów). Wierzę w małe gospodarstwa rodzinne i przyjazną hodowlę. Wiem, że i tak potem się zabija to zwierzę, ale w przyrodzie jest od stworzenia łańcuch pokarmowy i w dzikich lasach też ktoś kogoś zjada. Chce tylko żeby po drodze nie maltretować zwierząt dla naszej wygody i rozpasania. Dlatego tylko po części podzielam Twoje poglądy. Jednak za przejście na weganizm podziwiam, bo jest to odważne, niełatwe i wymaga sporo pracy. Trzymam kciuki. Co do sera białego to możesz go zastępować pastami na bazie cieciorki i awokado. Zupełnie inny smak ale tez takie coś na kanapkę do posmarowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie miałam traumy, na wsi widziałam jak to się dzieje w małym gospodarstwie i obraz ten pozostał w mej pamięci na lata.
      Wielkie fermy skąd teraz pozyskujemy mięso, nie znikną z dnia na dzień. Nie ma mowy, żebym o tym mogła zapomnieć. Dzięki za wypowiedź i pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Cóż za manifest! ;) Zawsze w takich przypadkach przypomina mi się historia pewnego pana co to przeszedł na weganizm, a potem jak trafił do szpitala na operację to mu się ciało goić nie chciało... Ba szwy puściły i kiszki mu wypłynęły przez rozcięty brzuch. Brakowało pewnych substancji. Ale jak to mówią: żyj o pozwól żyć innym.
    Swoją drogą jeśli odrzucasz mleko i jego przetwory, a także jajka (bo przecież biednym kurom nie będziesz cierpienia dokładać) to już nie jest wegetarianizm tylko weganizm.
    Podziwiam.. ale sama się w życiu nie zdecyduję. ;) Za bardzo lubię mięsko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ominie mnie coś podobnego. Będę się starać dobrze odżywiać. Nie wiem jak zareaguje mój organizm na dłuższą metę i przyznam, że się trochę boję.POZDRAWIAM SERDECZNIE:)

      Usuń
  4. Ja byłam 18 lat wegetarianką.. No właśnie, BYŁAM ;-) I to w czasach, kiedy ludzie na hasło "wegetarianka" reagowali opadniętą szczeną i głupkowatym wyrazem twarzy (nie to co teraz). Wyniki miałam idealne, w międzyczasie zostałam honorowym krwiodawcą, ale po drodze pojawiły się dwie ciąże i organizm po prostu zaczął się domagać czegoś innego (to tak jak dzieci z anemią nie wiedzieć czemu jedzą tynk ze ściany). A ja zdałam się na intuicję i POZWOLIŁAM sobie próbować. Teraz czasem się skuszę na jakieś swojskie wyroby. Ale bez nabiału nie mogłabym wytrzymać. Nie wyobrażam sobie samej zieleniny w diecie. Jajka i sery uwielbiam, ale mleka tyle piję, że bardziej by mi się opłacało kupić krowę ;-) I cóż Ci mogę powiedzieć na koniec tego wywodu? Każdy z nas jest inny i każdy z nas czego innego potrzebuje. Pilnuj wyników i obserwuj siebie. Powodzenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki, abyś wytrwała. Próbowałam całkowicie zrezygnować z produktów mięsnych, poległam.
    Podsumowując: po tym doświadczeniu jem tylko tyle mięsa ile muszę. Nauczyłam się korzystać z pełnej gamy innych produktów i zdecydowanie bardziej sprawdzam co jem i czym częstuję bliskich (źródło i skład). Jestem zatem zadowolona z tego co osiągnęłam. Otworzyło mi to oczy i sprawiło, że na jedzenie nie patrzę już w ten sam sposób, co wcześniej...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostre postanowienie widzę! Też swego czasu miałam się ku wegetarianizmowi, kocham zwierzęta i zwyczajnie nie chciałam ich jeść. Po pewnym czasie jednak mój organizm po prostu domagał się mięsa. Badania udowodniły, że np. dobrej jakości stek ma tak wiele wartości odżywczych i białka, że niestety nie jest w stanie zastąpić tego żadna roślinna kombinacja. Od teraz po prostu kupuję mięso rzadko, ale lepsze (chów ekologiczny). Krowiego mleka i żadnych tego typu wyrobów tak naprawdę nie jem od dwudziestu lat, dorosły człowiek nie potrzebuje nabiału, tylko dzieci i osoby starsze. Owsianki itd. robię na mleku migdałowym lub kokosowym.
    Co do miłości do zwierząt- jesteśmy zwyczajnie częścią łańcucha pokarmowego. Gepard też rzuca się ze smakiem na antylopę, ba, pałaszuje ją na wpół żywą i surową. Ludzie po prostu mają świadomość, rozum i wiele innych potrzeb wyższego rzędu, dlatego pojawiły się takie wybory jak weganizm. A czy one są dobre, to już każdy oceni względem siebie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat poznałam badania, że jemy za dużo białka, co powoduje te wszystkie choroby.
      Paradoksem jest, że społeczeństwa spożywające duże ilości białka zwierzęcego mają najwięcej zachorowań na osteoporozę. W szkole uczyli mnie, że białko roslinne jest niepełnowartościowe, a wystarczy połączyć w posiłku dwa rodzaje białka roslinnego i jest idealnie. Aktualnie nie miałam żadnej chwili słabości, nie tęsknię za mięsem, gorzej z nabiałem. Muszę dać sobie czas i będzie dobrze. Dzięki za komentarz i pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Z ciekawością przeczytałam Gosiu Twój post. Zgadzam się z Tobą, że zwierzęta są bardzo źle traktowane w ubojniach. Pochwalam Twoje postanowienie i Ci gorąco kibicuję. Ja też mięsa mogę nie jeść, gorzej jest z nabiałem. Lubię zaczynać dzień od białego i żółtego sera i jogurtów.
    Pozdrawiam ciepło !

    OdpowiedzUsuń
  8. Gosiu, życzę Ci wytrwałości, bo to niełatwa droga. Nie wiem , czy sama bym się zdecydowała, tym bardziej, że nie lubię gotować. Decydując się na taki styl życia, trzeba jednak trochę czasu spędzić w kuchni. No i jeszcze kwestia gotowania dla rodziny, która jada "normalnie". Ale przynajmniej staram się ograniczać spozycie mięsa. Nie tylko dlatego, ze los zwierząt też nie jest mi obojętny, ale też dlatego, że mięso, które kupujemy wcale nie jest smaczne. Może ma to związek z warunkami w jakich te zwierzęta przebywają. A reasumując- człowiek potrafi być strasznie okrutny, nie tylko w stosunku do zwierząt, ale też w stosunku do innych ludzi

    OdpowiedzUsuń
  9. To, co opisałaś jest niestety smutną prawdą. Sama w ramach protestu przez dłuższy czas nie jadłam mięsa. Będąc matką małych dzieci, z pełnoetatową, zmianową pracą i chorobą przewodu pokarmowego (zmniejszone wchłanianie żelaza i witamin z gr.B) nie byłam w stanie zbilansować diety i nabawiłam się głębokiej anemii. Dziś staram się jeść świadomie - wybierać produkty z "dobrego" źródła, aby jak najmniej szkodzić zwierzętom.
    Tobie życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak wiedziałam o tym...Smutne ale prawdziwe...jest jeszcze prawda o bitych , torturowanych psach w Chinach, których takie mięso smakuje niby wyborniej... Jem bardzo mało mięsa, ale czasem zwyczajnie muszę je zjeść...organizm się domaga. Mało tego ale jednak. Jajka mam od rodziców, od kur, które biegają po ogrodzie- -myślę, że nie dzieje im się krzywda. Jedne są już bardzo stare;)Jest tez jedna kaczka, która moja córeczka uwielbia i która kiedyś uratowaliśmy. Była koza, która była niezwykle zmanierowana i pasła się na dużym ogrodzie. Nie mielismy z niej korzyści, ot była, jadła i wychodziła na pole;) Póki co, nabiał mocno musiałam ograniczyć ze wzgledu na córeczkę, którą sama karmię, za bardzoo jej to nie służyło...W każdym razie trzymam kciuki za postanowienie;)Ja mimo wszystko chyba bym nie dała rady;)

    OdpowiedzUsuń