środa, 26 kwietnia 2017

W pogoni za ideałem oraz siedzisko w stylu boho

Idealna nieidealna

kolorowy pokrowiec na pufę, renowacja starego pufa,

Ujmując temat najprościej, stwierdzam, że jako młoda żona i matka miałam silne zapędy w dążeniu ideału i łatwo się domyślić, że gdy w jednej dziedzinie byłam bliska perfekcji, to cierpiały inne. Konkretnie, to  najłatwiej wychodziło mi ze sprzątaniem, praniem i innymi pierdołami. Przez te jakże "ważne obowiązki" marnowałam swoje zadatki na niezłą matkę i żonę. W pogoni za kurzem i strachem przed krytyką, marnotrawiłam cenny czas, który mogłam spędzać szczęśliwie.

Nasiąknięta przymusem bycia dobrą we wszystkim, nie wiedziałam jak być szczęśliwą,  z początku sądziłam nawet, że to z braku pieniędzy na przykład. Nie rozumiałam, że moje wyobrażenie szczęśliwego życia jest z gruntu błędne i skazane na porażkę. Dobrze, że człowiek czasem mądrzeje, zwłaszcza jak trochę pomyśli i uda mu się przytomnie wpaść na to, że konieczne są zmiany. Mnie się udało, dziś jestem nieidealna i jestem szczęśliwa. Bardzo mocno przyczynia się do tego stanu mąż, który jak mu wyjaśnić, o co chodzi - rozumie i wiele rzeczy zniesie. Do tego pomaga w domu  albo nawet więcej działa ode mnie.
Zmianę, którą we mnie zaszła najlepiej zobrazuje pies, który jak wiadomo, brudzi i kudły wszędzie zostawia. Dawna Gosia sprzątała po piesku z pretensją do losu, a nieraz i złością, dzisiejsza wie, że  przy pupilu to normalne, sprząta spokojnie i  bez poczucia, że świat jest przeciwko niej.
Branie życia takim jest, bez szukania winnego, to moje największe odkrycie.  Jak mogę coś zmienić, to działam, jak się nie da, to  nie będę się tym gryzła.
Nauczyłam się odpuszczać sobie mniej ważne rzeczy bez wstydu, poczucia winy i obawy przed krytyką.  Mąż nie siedzi przecież ze mną dlatego, że gotuję, prasuję i sprzątam.
Z przyjemnością wracam do domu, ale nie lecę z pracy na łeb, na szyję jak to kiedyś bywało.  Nie dźwigam sama siat z zakupami, zakupy robimy razem, razem planujemy menu obiadowe z uwzględnieniem tego, że czasem nie chce mi się gotować. Sprzątamy na zmianę albo razem, albo czasem nie sprzątamy, albo tylko "z grubsza".  Okazało się, że zmiany trwają, to ciągły proces. Umiem odpuścić sobie perfekcyjną fryzurę i makijaż, umiem spędzić cały dzień na nic nie robieniu albo poświęcając go na hobby. Umiem odmawiać i zająć się sobą.  Jak nie teraz, to kiedy?
Taka się nieperfekcyjna zrobiłam, że okna po zimie do dzisiaj  nieumyte. Nie złożyło się, co zrobić? Czekam na swój dobry dzień i pogodę.
Zdradzę też, że z premedytacją nie obrębiam brzegów tkanin w poduszkach, które szyję dla siebie, bo zwyczajnie szkoda mi na to czasu. Nie wpływa to na wygląd zewnętrzny, nic się ze szwami nie dzieje, nic się nie rozlatuje i jest gites. Poza tym w kółko coś przerabiam, po co dodawać sobie prucia dodatkowego szwu.
Moje mieszkanie też nigdy nie będzie idealne, bo nie  jest to moim celem. Daje mi za to, pole do drobnych i twórczych zmian i rozwijania hobby. Kreatywnie działam z tym co mam i daje mi to więcej satysfakcji niż zwyczajna wymiana starych mebli na nowe.

Doskonały i nieidealny- jak odnowić stary puf

stary puf do renowacji

I tak po przydługim wstępie doszłam do pufa, który:
  • był stary
  • był brzydki
  • nie był i nie jest skandynawski
  • drażnił mnie jego kształt 
ale:
  • jest nieduży, więc nie zajmuje wiele miejsca
  • ma pojemnik 
  • jest w dobrym stanie
  • puf jest mi potrzebny
W pierwszej chwili chciałam zmienić kształt siedziska, ale tapicerowanie dla mnie to mordęga (nacięłam się na to  TUTAJ) i posunę się do tego w ostateczności. Drugi pomysł, to uszycie pokrowca wierzchniego, który całkowicie zmieni oblicze mebla.
Postawiłam na kolory i wzięłam się do zabawy. Niczego nie kupowałam, koszt przemiany zero złotych. 
Wykorzystałam nieużywaną, pomarańczową, spraną poszewkę z zepsutym zamkiem, kawałki starych jeansów, niebieskich i czarnych, tkaninę w kolorze biskupim, którą miałam wyrzucić, ale  jednak została oraz watolinę z nieużywanej poduszki.
Połączenie kolorów nie jest przypadkowe, pomarańczowy skrycie lubię, a połączenie go z różem widziałam TUTAJ. Zachwycił mnie nie ten fotel w całości wraz superowym, jakby karbowanym siedziskiem.
Tkanina z poszewki ma intensywny kolor, bo  teraz lewa strona stała się prawą. Lamówka ze sznurkiem także przenicowana. Dół pufa kombinowany," tak krawiec kraje, jak mu materii staje".

małe diy, odnawiam puf, kolorowy puf w stylu boho

szuję pokrowiec na stary puf, stary puf jak nowy, puf w kolorze

stary puf w nowej odsłonie,  metamorfoza pufa

mulikolorowy puf diy

stawiam na kolor, stary mebel raz jeszcze









19 komentarzy :

  1. Jakiż wspaniały optymistyczny post!

    OdpowiedzUsuń
  2. jakbym czytała o sobie ;) też już nie jestem perfekcyjna :) i dobrze mi z tym :) kombinacja z pufem wielce udana :) Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że puf się podoba, dziękuję za odwiedziny:)

      Usuń
  3. Pufa wyszła bardzo efektownie ! Pasuje do Twojego kącika biurowego :) To co napisałaś bardzo mi się podoba. Nie trzeba być perfekcyjną panią domu, aby nas doceniano.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Puf był brzydki, a teraz jest oryginalny, dzięki:)

      Usuń
  4. Ha podoba mi się bardzo to co napisałaś we wstępie :)
    Jeszcze bardziej że nie tylko ja nie umyłam okien. I dobrze bo właśnie mi blok ocieplają i to całe mycie na nic by się zdało!
    A pufka jak zawsze świetna - wyjątkowa i ciekawa. Ja tez jestem za odnawianiem niż wyrzucaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, najważniejsze to wyluzować:)

      Usuń
  5. Ja też cały czas walczę z 'perfekcyjną panią domu', ktora we mnie siedzi ;) bywa ciężko, bo po prostu dobrze się czuję, kiedu jest czysto, ale co raz częściej olewam sprzątanie na rzecz czasu z Małym Człowiekiem ;) a puf super!! Szczególnie to nietypowe siedzisko mi się podoba :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas tak na prawdę czysto jest godzinę po sprzątaniu. Dzięki za komentarz:)

      Usuń
  6. Śliczna metamorfoza. Zazdroszczę takich zdolności.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Cię za szczerość! I powiem Ci, że nigdy nie myślałam, że takie rzeczy u Ciebie przeczytam, takie prawdziwe i bliskie nam. Z pufą dokonałaś cudu! Kocham takie żywe kolory! Świetna metamorfoza!
    Pozdrawiam majowo:)

    OdpowiedzUsuń
  8. piękny puf - i tak wygląda na idealny :) A z ta perfekcyjnością, może większość tak ma jak piszesz, nie każdy się tylko przyzna... ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Super post postawił mnie dzisiaj na nogi,bo obowiązków sporo i jestem w trakcie organizacji 18 urodzin córki i po Twoim wpisie stwierdziłam że nie musi być wszystko idealnie.Dzięki bardzo to mi było dzisiaj potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  10. rewelacyjne podejście :) zdecydowanie ważniejsza jest atmosfera w domu, wspólnie spędzany czas, smakowanie życia rodzinnego, po prostu *bycie*, niż perfekcyjnie wypielęgnowane rzeczy materialne :) no i czasem trzeba po prostu umieć odpuścić :) Metamorfoza pufy zaskakująca ;)

    OdpowiedzUsuń