piątek, 20 stycznia 2017

Stroje karnawałowe z domowej szafy

Kreatywne DIY- początki.

Zastanawiałam się ostatnio, kiedy po raz pierwszy ujawniły się u mnie zapędy do kreatywnej działalności na tak wielu polach. Okazało się, że moje pierwsze "zrób to sam", to nic innego, jak stroje karnawałowe. Zapracowana mamusia nie miała do tego głowy i na karnawałowe balety ani mnie, ani siostry nie przebierała, a my nie śmiałyśmy prosić o coś bardziej wyszukanego. 
Mniej więcej w trzeciej klasie podstawówki, przebrałam się zupełnie sama za cygankę. Strój siłą rzeczy musiał powstać z tego, co znajdę w domu, a musicie wiedzieć, że wówczas niczego się nie wyrzucało i domy, i ich zakamarki pełne były rzeczy przedziwnych. Przetrząsnęłam zatem, w tajemnicy przed domownikami, wszystkie szafki i zakamarki w poszukiwaniu wszystkiego, co mogłoby się przydać cygance. Miałam szczęście, bo wszystkie znaleziska pasowały pierwszorzędnie. Podstawą stroju stały się; spódnica mamusi, dopasowana sprytnie do mojej sylwetki kawałkiem gumki, oraz dwie chusty. Spódnica wykończona falbaną, uszyta była z połyskliwego, czarnego materiału w czerwone i białe kwiaty, i bardzo przypominała mi odzież cygańską. Chustkę-apaszkę, także w kwiaty, przeznaczyłam na głowę, a drugą większą z frędzlami, pozostałość mojego stroju komunijnego, na ramiona. Przydała się też uniwersalna, biała bluzka od stroju galowego, na którą założyłam ciemną kamizelkę sznurowaną z przodu. Całość dopełniły kolorowe korale matuli, złote klipsy koła, oraz czerwone policzki wysmarowane pomadką marki Celia.
Efekt zachwycił moją rodzicielkę do tego stopnia, że nie mogła gniewać się za pożyczone bez pytania ubrania i biżutkę.
Sukces cyganki, uwieczniony szczęśliwie na fotografii, utwierdził mnie raz na zawsze w przekonaniu, że najlepszym sposobem na udany strój karnawałowy jest wykorzystanie rzeczy dostępnych w domu i samodzielne ich wykonanie, bez  ponoszenia dodatkowych  wydatków. Pożyczanie też jest OK, pożyczałam kolty od kuzynów, szpadę dla Zorro i temu podobne akcesoria. Dzięki temu, byłam także Indianinem i kowbojem, z tym że ten ostatni nie był zbyt fartowny. Zrobiony przeze mnie  kapelusz z brystolu, który robiłam kilka dni, wymagał bowiem kilku warstw farby plakatowej,  i który z braku dobrego kleju zszywałam igłą- cerówą i nitką, nigdy nie ozdobił mej głowy na balu.
Odwiedziła nas wówczas znajoma taty, zobaczyła mój cudny, kowbojski kapelusz, wydała okrzyki zachwytu i wyraziła chęć pożyczenia go dla syna.  Zwrot miał nastąpić niezwłocznie po zabawie, przez ręce jej męża, który pracował z moim tatą. Nie miałam się jak wykręcić, mój poziom asertywności wynosił  wtedy zero,  bal był za tydzień, a ratunek ze strony ojca jakoś nie nadszedł, więc pożyczyłam. Koniec tej historii zasmuca mnie do dzisiaj. Kapelusza nie odzyskałam już nigdy, a w dniu balu byłam zmuszona pożyczyć  bibułkowy kapelutek od kolegi. Tak wyglądała moja brutalna lekcja o dotrzymywaniu słowa, pożyczaniu i  konsekwencji braku asertywności.
Sorki, bo jakoś straszno się zrobiło i zupełnie nie karnawałowo.
Po latach z powodzeniem i prawie bez kosztów przebierałam za różne "stwory" moich synków, ale były też małe zonki. Kaptur ducha na przykład przypominał kaptur "ku klux klanu"(aby to odczarować, domalowałam mu  uśmiechniętą buźkę), a strój  Neo z Matrixa, został odczytany jako przebranie za księdza. Żałuję, że  dokumentacja fotograficzna jest bardzo niekompletna i pozostały mi głównie wspomnienia. Dlatego pokazuję  tylko to, co znalazłam, choć jakość marna zupełnie. Robiłam zdjęcia zdjęciom i to jeszcze słabym. Kto chce, niech popatrzy.

strój karnawałowy,przebranie na bal
Na zdjęciu z cyganką, ta mała, to też ja. Taki kolaż sobie zrobiłam. Galoty Alladyna uszyte ze spódnicy.
strój karnawałowy, myszka, Zorro i Alladyn

Myszka miała ogonek, a czapkę uszyłam z czarnej koszulki.
Pozdrawiam serdecznie i pobalujcie choć trochę w karnawale:)

13 komentarzy :

  1. Odpowiedzi
    1. Tak, niezła, musiałam ją opowiedzieć.

      Usuń
  2. Teraz rozumiem Twoje zamiłowanie do szycia i przerabiania. Ty bez tego żyć nie mozesz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest kreatywność jest moc ;) czyli zamiłowanie siedzi w Tobie od dziecka? super... choć historia z kapeluszem smutna :( Pozdrawiam i życzę dalszych nietuzinkowych pomysłów, oraz dodam, że sama kiedyś przebrałam się za cygankę z ubrań mojej mamy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Cyganka to fajna i popularna przebieranka:)

      Usuń
  4. Zamiłowanie do robótek ma się w sobie od zawsze, czego jesteś prawdziwym dowodem!
    Poprzez Twoje historie wróciły moje wspomnienia..
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wiekiem, coraz częściej wspominam:)

      Usuń
  5. W tym temacie zawsze brakowało mi kreatywności, zawsze pożyczaliśmy gotowe stroje, no i bardzo się stresowałam aby stroju nie zniszczyć i oddać kompletny i bez śladów używalności. Kreatywnością natomiast wykazywałam się robiąc mieszkania dla lalek z pudełek po butach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać i wypożyczanie ma swoje ciemne strony:)

      Usuń
  6. Extra - ja byłam wróbelkiem! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Alladyn robi wrażenie, ja niestety nie mam zdolności do szycia i moje dziecko występuje na balach w pożyczonych gotowcach

    OdpowiedzUsuń
  8. Super historia Małgosiu :)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń