czwartek, 1 grudnia 2016

Grudzień - przedświąteczna gorączka, która mnie omija


Szaleńcze przygotowania do świąt powstrzymane.

Od kiedy święta Bożego Narodzenia  stały się świętem konsumpcjonizmu, staram się  jakoś to przeżyć i na przekór  reklamom oraz wszelkim pokusom, ograniczam przygotowania do minimum. Niestety bezpowrotnie utraciły one dla mnie swą magię, którą czułam będąc dzieckiem, ale  z tym pogodziłam się już dawno.

  
Gdy zostałam mamą i spadł  na mnie wówczas ciężar tworzenia świątecznej atmosfery,  nie oszczędzałam się, ale do wigilijnego stołu zasiadałam skonana jak kobyła po westernie.
Na szczęście dzieci dorosły, dorosłam ja i  mogę świętować na luzie i na własnych zasadach. Nie oglądać się na innych i przeżyć grudzień tak jak chcę.

Nasze tradycje są takie:

Po pierwsze nie sprzątamy, jakbyśmy nigdy wcześniej nie sprzątali. Nie robimy wielkich zakupów na miesiąc wcześniej i nie przygotowujemy z wyprzedzeniem i na zapas bigosu oraz trzystu pierogów, które trzeba zamrozić. Moje przygotowania, to co najwyżej, nieliczne  dekoracje, które wykonuję  dla przyjemności. Z powodzeniem ignoruję świąteczny szał i świadomie powstrzymuję się od przedświątecznych działań do ostatniej chwili.  Budzę się dopiero w sobotę poprzedzającą wigilię. Kupujemy wówczas choinkę, którą wspólnie przystrajamy. Z  choinki  z chęcią bym zrezygnowała na rzecz kilku gałązek, albo choinki zrobionej z desek, ale mąż się upiera. To jest jego życzenie, a że w naszym domu każdy może mieć w tym okresie jakieś specjalne życzenie, dlatego choinka jest.  Synowie zwykle mają życzenia kulinarne, które na szczęście mieszczą się  w mojej mocy.


Wprowadziłam też własną tradycję, przygotowania potrawy, która  nigdy dotąd nie gościła na naszym świątecznym stole.
Ciasta (zwykle dwa) piekę dzień przed i coś tam jeszcze wstępnie przygotowuję.  Całą resztą potraw zajmuję się w wigilię, są to głównie ryby. Dwa lata temu debiutowały gołąbki z kaszą gryczaną w sosie grzybowym, a w ubiegłym roku  pierogi z kaszą gryczaną. Obowiązkowo jest barszcz czerwony ze sprawdzonego koncentratu bez konserwantów, bo wszyscy za nim przepadamy. Uszek do  barszczu nie robię, tylko kupuję i nic się nie dzieje. Sałatkę robię jedną i  wystarczy. Gdy gotuję, reszta rodziny ogarnia dom. Jak z czymś nie zdążymy to trudno. Na godzinę przed kolacją znikam w łazience, a chłopcy nakrywają do stołu.
Przekonałam się, że przygotowania last minute, budują fajną odświętną atmosferę, dlatego nie przeciągamy świąt ani przed, ani po i przez to nie jesteśmy nimi  zmęczeni i są dla nas przyjemne.


Odpoczynku życzę i pozdrawiam:)


Zdjęcia pochodzą z pixabay.com

11 komentarzy :

  1. Wszystkie ograniczenia i nakazy, które sobie stawiamy, mamy w głowie. Wystarczy sprężynkę przełożyć w inne miejsce i od razu mechanizm łatwiej działa :-) Jestem zauroczona ciasteczkami z gwiazdką. Twój wyrób? Podzielisz się przepisem?

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest to jakiś sposób, choć ja mam odwrotnie. Uwielbiam święta, świąteczną atmosferę od początku grudnia, szykowanie domu, wczesne ubieranie choinki itd.
    Z gotowaniem natomiast też nie przesadzam, też kupuję uszka ;-), i staram się szykować tyle jedzenia, żeby nie brakło, ale i żeby nie zostało.
    A odkąd zostałam mamą, staram się bardziej, dla dzieci właśnie, żeby święta kojarzyły tylko i wyłącznie z miłymi wspomnieniami, z czymś przyjemnym. I mam nadzieję, że kiedy dorosną i założą swoje rodziny, będą robić tak samo, jak i oni mieli.

    OdpowiedzUsuń
  3. Święta są dla nas a nie my dla nich :). Nie ma się co spinać, robić generalnych porządków, gotować milion potraw, przystrajać domu na pokaz itp. To, że nie jem bigosu (nie lubię) nie znaczy, że nie lubię Świat ;). Wprowadzanie własnych tradycji to świetna sprawa, Święta są wtedy bardziej "nasze".

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak byłam mała to mama napędzała akcję sprzątania. Miałam wrażenie że tylko to się liczy. Dlatego teraz owszem sprzątam ale bez spinania się. Lubię dekoracje ale w umiarze. A jem Wigilię zawsze poza domem, więc tylko pomagam. Dla mnie najważniejsi są ludzie i przeżycia!!! Każdy ma inaczej :) Najważniejsze że Święta są!!! Choć czasem mi smutno, że od listopada mówi się o Świętach tylko w kontekście dekoracjii i jedzenia. A to co najważniejsze jest gdzie indziej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne fotki kochana a z przygotowaniami to jest u mnie tak:Sprzątam jak zawsze tylko okna muszą być umyte ale robię to z początkiem grudnia.Niestety uszka muszę ukleic bo by mnie zlinczowali w domu(tak je uwielbiają;) ale okolo 100 do 150sztuk.Ciasto kupuję a piekę babkę bo tylko ona idealnie mi wychodzi.Robię barszcz i piekę rybę.Sałatkę mam na drugi dzień bo wtedy zazwyczaj mam gości, i to by było na tyle
    Ps w tym roku z choinki chyba zrezygnuję na rzecz wielkiej gałęzi swierku z ozdobami;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podpisuję się pod tym :) Męczył mnie ten cały szał. Unikam sklepów i świątecznego szaleństwa. Co roku wspólnie pieczemy domek z piernika i dekorujemy choinkę. Każdy gość przynosi ze sobą miseczkę z łakociami i nie musze stać tydzień w kuchni :) To czas relaksu i dla rodziny. Wiem też, bo sprawdziłam, choć pod pewnym przymusem, w ubiegłym roku, że jeśli dom nie jest wysprzątany na błysk, to nic się nie dzieje :) Liczy się czas dla siebie i rodziny i pamięć po co i dla kogo jest Boże Narodzenie. Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoja propozycja jest bardzo mądra. Sami się zanadto nakręcamy,a oferta sklepowa podkręca. U mnie zawsze są goście, więc muszę ich przyjąć godnie, ale też bez zabijanie się, że muszę.:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz bardzo zdrowe podejście do świąt. Pozazdrościć :) Zawsze sobie obiecuję, że nie dam się nakręcić, a potem, im bliżej świąt, tym bardziej szaleję. Dopóki sił mi starczy. Jednak, gdy czegoś nie zrobię, nie stresuję się. Nic za wszelką cenę. Luzik :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Popieram ! Bardzo podoba mi się Twój Gosiu stosunek do świąt. Nie wolno dać się zwariować. W moim domu rodzinnym jest podobnie, też nigdy nie zamrażaliśmy jedzenia na 2 tygodnie przed świętami :). Mnie ta komercja również niszczy ducha świąt, a to bardzo przykre.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przypnę się do świątecznych porządków ;). Faktycznie to dziwne, miedzy świętami mamy bałagan ? Nie odkurzamy, nie myjemy okien ? Zdecydowanie jestem za wyważeniem obowiązków w stosunku do przyjemności :). To mają być święta, a nie męczeństwo pani domu :).

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz sporo racji...Przykre jest to,że ludzie dają się tak łatwo manipulować tym od promocji i zarabiania kasy...Mnie osobiście to bardzo boli...Za to porządki świąteczne uwielbiam, tzn. ogólnie sporo sprzątam, ale przed świętami zaglądam jeszcze w większe zakamarki...;-)I z gotowaniem...no nie przesadzajmy, masz rację, święta mają być przyjemnością a nie napchaniem innych i upadaniem na kolana gospodyni;-)

    OdpowiedzUsuń