poniedziałek, 31 października 2016

Co ja robię tu? Co ty tutaj robisz?

 Życie, czy kreacja?

Jak wiadomo, w blogosferze można spotkać się z różnymi opiniami na temat blogów i ich prowadzenia. Ktoś pisze, że to co widać na zdjęciach, to nie życie, tylko ustawka,  ktoś inny, że na tym właśnie blog polega itd. Na szczęście internet "jest z gumy" i pomieści wszystkich. Staram się zrozumieć te różne punkty widzenia.
Mnie się wydaje, że blog zawsze jest kreacją, ukazujemy w nim, tylko tyle ile chcemy, jedni otwierają  drzwi  bloga prawie na oścież inni tylko uchylają.
Dla niektórych to hobby i zabawa, dla innych praca, a jeszcze dla innych wszystko razem. Jeśli o blogi wnętrzarskie chodzi, to uwielbiam aranżowane zdjęcia, bo to jest sztuka, sama tak nie potrafię, choć mocno się staram. Wszystkie staramy się przecież pokazywać rzeczy piękne, ciekawe i przyciągnąć tym czytelnika. 
Nie uważam się też za eksperta w żadnej dziedzinie, ale jednak troszeczkę doświadczenia mam i chcę się nim podzielić. Nie mam córek, ha, ha, bo to na nie spływałyby moje "mądrości".

Po co ja tego bloga prowadzę? Dowiedzcie się  prawdy.

 

Odpowiedź, tak na serio, prosta nie jest, ale jeśli kawa na ławę, to  macie. Dla  satysfakcji tworzenia. Żaden zakup tak mnie nie cieszy, jak zmajstrowanie czegoś. Może to być zarówno ciuch jak i mebel.  Tworzenie o tym postów, to już jest nagroda, ten dreszczyk emocji, lekka niepewność, a przy tym przyjemność z działania. I tu druga rzecz, radość którą najlepiej z kimś dzielić. Niektórzy mogą odbierać, to jako chwalenie się, ale tak to już jest, że można nazywać rzeczy wielorako.
Jak już pochwalę się na blogu, to oczywiście czekam na komentarze. Uwielbiam komentarze i tych którzy je piszą. Tu jestem jak dziecko, rządna pochwał i w zasadzie ich tylko się spodziewam. Taka jest prawda, jestem łasa na  pochwały, co zrobić.  Skoro coś już pokazałam i przygotowałam o tym post, tzn. że wg. mnie jest dobre i warte pokazania, tu nie ma fuszerki. Jak nie "jezdem" zadowolona, to nie ma tego w poście. Są też rzeczy, które mimo, że są dobre,  nie ujrzą światła blogowego, bo nie chcę przynudzać i zbyt często się powtarzać.
A co z sukcesem? Tak chcę odnieść sukces, nie żeby od razu ciągnęło mnie do gazet, ale żeby dotrzeć do szerszego grona odbiorców, zwłaszcza tych bez blogów. Mam nieodparte wrażenie, że odwiedzają mnie głównie blogerki, to jest oczywiście bardzo dobrze, bo się wspieramy, kumplujemy i inspirujemy, ale z pewnością dobrze by było, gdyby nasz potencjał i praca nie pozostawały li tylko w naszym gronie, prawda?
Na koniec zostawiłam chyba najważniejsze, inne blogerki. Najbardziej żałuję, że nie znam żadnej osobiście. Gdy Iza z Coloresdealma  nie wybrała mnie na blogers meeting, prawdziwie płakałam. Bo mimo, że zdaję sobie sprawę, że niczego odkrywczego, bym tam nie wniosła, w dodatku aparat mam nieprofesjonalny, a mój blog wcale wnętrzarski  nie jest.  Jednakże,  było to moje marzenie, by je poznać, zobaczyć jak pracują, czegoś się nauczyć oraz poczuć atmosferę i smak takiej współpracy. 

Czy oszukuję? Owszem, czasami z przyjemnością.

Nie utrwalam na zdjęciach i nie pokazuję rzeczy, które mi się nie podobają.  Fotografuję ulubione kąty. Czasem aranżuję zdjęcia i faktycznie, pewne rzeczy,  na co dzień tak nie stoją. Natomiast należą do mnie, mieszkają w moich czterech ścianach i do zdjęć mogę i czasem chcę je poprzestawiać. Mam nawet biały chodniczek, którym uparcie zakrywam niefotogeniczne panele. Szukam lepszych ujęć, zakrywam to, co mi nie odpowiada.  Rozjaśniam i kadruję zdjęcia. Robię co się da, żeby były jak najładniejsze i żeby cieszyły oglądających.


Czasami nie oszukuję i mówię prawdę.

Większość pomysłów diy nie jest moja, tylko zaczerpnięta z netu, dostępne są dla każdego. Nie udaję, że są moje i nie ukrywam tego.  Czasami wydaje mi się, że coś wymyśliłam, a potem widzę to na pinterest. Tam jest chyba wszystko. Tak było z kaktusami na szydełku, dorobiłam im z czarnej włóczki ziemię, żeby można było je w doniczek wtykać i okazało się, że nie ja jedna miałam taki pomysł.

Trochę papuguję.

Mam na przykład zamiar odgapić od Marty uchwyty z drążków od szczotki, drążki już kupione. Kupiłam też świecznik taki jaki ma Marta. Normalnie, w życiu bym go nie kupiła, ale ona ukazała go w takim świetle, że nie mogłam się oprzeć.  Plastikowe szafki na buty pomalowałam na czarno, także dzięki Marcie, która zrobiła to wcześniej. Posiadam  modny  koszo-stolik i go uwielbiam, nota bene także od Marty. Martuś wyszło, że jesteś moim Guru. Inne blogerki także papuguję, tylko przykłady dałam tendencyjne.

Pewne rzeczy omijam, bo mogę, bo chcę , bo nie ma obowiązku ich posiadania.

Cotton ballsy na przykład, wszyscy je mają i podobają mi się u tych wszystkich, ale właśnie przez to włącza mi się moja przekora i dlatego omijam, póki co skutecznie. Naczynia z literami, podobają mi się bardzo, ale dla mnie są za drogie, sporo naczyń też tłuczemy! i aż tak bardzo nie pasują do mnie, więc omijam. Nie ma to, jak samemu się do czegoś przekonywać!  Mam też problem z drabiną, ciągle się waham, przekora walczy z pragnieniem.

Blogomaniaczka to ja.

Buszuję po blogach, przeczesuję je, zachwycam się, jestem wierna starym i wciąż poszukuję nowych.
Są blogi, które łykam w całości i  wszystko mi się  w nich podoba, nawet jak obiektywnie można by się przyczepić.  Po prostu trafiają  w mój gust. Są także takie, które bardzo lubię, są ładne, ale trochę mijają się z moimi upodobaniami, to jednak mi nie przeszkadza, bo polubiłam blogerkę i podziwiam jej kreatywność, dlatego nie poskąpię też dobrego słowa. Niektóre, odwiedzam z ciekawości,    niczego się tam nie tworzy (w sensie diy), pokazują doskonałe aranżacje, w których wszyściuteńko jest trendy, wszystko jest ładne i wszystkim się podoba, właściwe mi też. Nie znajdziemy tam,  niczego niemodnego, niepasującego, czy zaskakującego. Fakt, ładne zdjęcia można zobaczyć i pewnie o to w nich chodzi.
Odwiedzam także blogi, powiedzmy "niewyjściowe", małe, ciemne zdjęcia, twórczość, która czasami mija się  z moim gustem. Dlaczego je odwiedzam?  Bo widzę, że  wysiłek i serce, w nie włożone, warte są docenienia, bo obserwuję tam  rozwój, bo szukam bratnich dusz, mogę pochwalić i wesprzeć.
Prawdopodobnie i w blogowisku znajdziemy osoby małostkowe, zazdrosne i nieprzyjemne, ale ja takich nie spotkałam, co  świadczy podobno o zbyt małej popularności  mojego bloga, no cóż ?
Wywnętrzyłam się tak, że  na rok mi wystarczy.
Zachęcam do wypowiadania się w komentarzach. Ślę uściski i całusy:)






21 komentarzy :

  1. WOW, podziwiam szczerość! Brawo!
    I podpiszę się pod pochwałami, też lubię dostawać miłe komentarze, lubię jak moje prace ( choć nie o wnętrza chodzi ) podobają się innym. Bardzo lubię :-)
    A co do odwiedzania innych blogów to ja tu jadę po tych moich ulubionych, zapisanych. Takich, gdzie zawsze znajdę coś ciekawego, ładnego.
    Ale lubię też odwiedzać nowe miejsca bo często znajduję takie "perełki", że aż się dziwię, że tak późno ;-)
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za jak najwięcej odwiedzin i wspaniałych komentarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie konstruktywna i taktowna krytyka, czy raczej porada, jest jak najbardziej OK.

      Usuń
  2. Gosiu, chcę się podpisać pod Twoimi słowami, bo uważam, że dużo prawdy w nich pomieściłaś. Ja chyba dopiero dojrzewam do napisania czegoś podobnego, ale dla Ciebie brawo!
    Pozdrawiam cieplutko.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiedziałaś, że staramy się wszystkie pokazywać rzeczy piękne. I o to właśnie chodzi. Dążymy do piękna, szukamy go, chcemy się nim dzielić, choć każdy widzi je inaczej, każdy pokazuje je inaczej, w mniej lub bardziej doskonały sposób. Nawet to, że często się różnimy i mamy różne wnętrzarskie upodobania, jest piękne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, jak się czepnę czegoś, znaczy.... jednak zazdroszczę. Powinnam sobie dać wtedy w ucho:)

      Usuń
  4. I tak trzymać! Najważniejsza jest prawda w tym co robimy i co piszemy... ściskam Cię najmocniej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Trafiłaś w moje słowa w trzech kwestiach: 1. mam wrażenie, że czytają mnie wyłącznie blogerki, 2. przekora i niechęć do posiadania tego co wszyscy jak cottonballs, 3. nie trafiłam na blogerki/ów niesympatycznych. I tu też doszukuję się słabej konkurencji z mojej strony ;). Blogi tak wnętrzarskie jak i inne, to temat rzeka. Myślę, że każdy ma prawo pisać jak i co chce, jeśli tylko czuje taką potrzebę. A kto to będzie czytał, to już inna sprawa ;). Ty masz swój styl i tego trzeba się trzymać :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeju...Ty też o tym piszesz, a ja nadal nie wiem która blogerka tak "pocisnęła" po innych blogerkach wnętrzarskich że zdjęcia nieżyciowe i aranżowane... Czy mogę się jakoś dowiedzieć..? Może priv...? Czytam ostatnio mało blogów i mało w temacie jestem... ta jesień na mnie źle wpływa :( Jeśli chodzi o mojego skromnego bloga to zdjęcia są aranżowane bo niestety nie mieszkam tak jak bym chciała i nawet nie u siebie bo wynajmuje. Mam jedną ścianę która nadaje się do zdjęć podczas których odbywa się konkretne przemeblowanie ;) Jednak moje zdjęcia nigdy nie dorównają moim ukochanym blogom wnętrzarskim. Mimo bloga rękodzielniczego to jednak inspiracje czerpię właśnie z wnętrzarskich... choć pewnie tego nie widać... Też sporo przycinam, kombinuje najlepsze kadry, "podrasowuje" zdjęcia na kompie. Czasem też kupię/zrobię coś specjalnie do zdjęcia - jakoś trzeba urozmaicić swoije i tak kiepskie zdjęcia ;) U mnie różnica w blogowaniu polega na tym że ja jednak oczekuję zawsze szczerych komentarzy na temat swoich prac - nie zawsze wielbiących - bo wtedy wiem co mam poprawić :) Planując działalność w tym kierunku trzeba wiedzieć co sie podoba innym ;)
    P.S. Nawet nie chcę wiedzieć do której Twojej kategorii blogów należę :P :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz. Wiesz, że nie wiedzieć, to czasem szczęście?

      Usuń
  7. Świetnie napisane, trafiłaś w punkt! Ściskam, Marta

    OdpowiedzUsuń
  8. Haha chyba mój blog też jest mało popularny, bo nie spotkałam się z negatywnymi komentarzami, same dobre rzeczy spotkały mnie dzięki prowadzeniu bloga :-)
    A tak poza tym, to podpisuję się obiema rękami pod tym, co napisałaś. Tak to właśnie wygląda. Cieszy to "chwalenie się" i każda pochwała w komentarzu, cieszy pstrykanie zdjęć... To dobrze, że nas jeszcze to cieszy!
    A najbardziej na blogach nie cierpię, kiedy ktoś bezczelnie przypisuje sobie czyjeś pomysły. Nawet nie chce mi się tego komentować, po prostu przestaję tam zaglądać. A przecież to nie problem napisać "zainspirowała mnie Marta, Kasia, Ola itepe"...
    Fajnie, szczerze ujęłaś temat :-) Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stawiam na uczciwość. Jak rzecz jest bardzo popularna, jak np. króliczek i można znaleźć w necie wykrój, to nie sprawy, ale jak chciałam pokazać na blogu np. podkładki drewniane, pięciokątne, to pytałam autorki, czy można. O inspiracjach też zawsze wspominam, czasem jak praca bardzo podobna to także linkuję.

      Usuń
  9. Gosiu, temat stary i powraca co jakiś czas, więc absolutnie nie wolno się tym przejmować :) Ja się nawet nie odnoszę do takich rzeczy. Pamiętam taką awanturę sprzed kilku lat, kiedy problemem stało się to, że candy wygrywają wciąż te samo osoby :D I kiedy widzę takie dyskusje chce mi się śmiać, że ktoś ma zdrowie na takie szarpanie :) I wbrew pozorom, to co napisała Kasia e-tui- to naprawdę nie jest zaskakujące, że "nas" czytają wyłącznie blogerzy :D Wystarczy rzucić okiem na statystyki ;) Blogi czytane przez przeciętnego użytkownika internetu to są blogi-koncerny, które mają naprawdę milionową publikę ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hahaha :)
    dobrze napisane !
    Ja pamiętam jak kiedyś mówiło się o blogerach. Masz blogusia? taki kpiący klimat. Fajnie że to się zmieniło! Może dlatego też się zdecydowałam na bloga.

    Ja też nie znam na żywo żadnej z blogerek, ale nie przeszkadza mi to. Najbardziej podoba mi się jak mój ukochany mówi z dumą że prowadzę bloga - albo że jestem blogerką. ( jakby mówił że napisałam 11 tomów epopei ) :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mądry wpis. Pozdrawiam serdecznie!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale fajny post Gosia, jesteś zawsze taka szczera i autentyczna! Zgadzam się ze wszystkim, wiele z Twoich słów sama lepiej bym nie wyraziła.
    Ja jeszcze mam wrażenie, że samo słowo 'blog' okryło się jakąś złą sławą, sama zaczynam go tak jakoś instynktownie unikać. Że teraz każdy jest blogerem, że się sprzedaje ze rzeczy- taki wizerunek jeszcze podkręciły media. Ale my na szczęście możemy robić z naszymi stronami, co chcemy, i to jest super :-) uściski, Paulina

    OdpowiedzUsuń
  13. Kochana wszystko dla ludzi, ja traktuję bloga jak pamiętnik, nie mam żadnych zdolności manualnych, choć kiedyś szyłam i pokazywałam swoje prace w starym blogu.A teraz mam nowe mieszkanko, własne, w końcu, no i pokazuję jak się powoli urządzam, bo o to chyba chodzi w blogach wnętrzarskich, które wprost ubóstwiam. Twoje robótki są wspaniałe i cieszę się, że się nimi dzielisz ze światem :-) Ściskam :-*

    OdpowiedzUsuń