piątek, 9 września 2016

Wycieczka dla naiwnych

Z założenia miała to być przyjemna,  jednodniowa wycieczka na łono natury (z pieskiem). Zakładany koszt, to cena cena paliwa plus zapas na lody. Sama to wymyśliłam, Łeba, wydmy i my. Zaopatrzeni w termos kawy, świeżutkie bułeczki, kabanosiki, pomidorki i inne pyszności jedziemy do Łeby
Na miejscu relaksujemy się na  spacerze, zajadamy lody i cieszymy się sobą, pogoda dopisała. Syn dopomina się o wydmy, a ja mam złe przeczucia. 
Po  kilkukilometrowym spacerze  nieco już zmęczeni, wspieramy  nadwątlone  siły, przywiezioną wałówką i kierujemy się na szlak ku wydmom.
Po trzech kilometrach w sandałkach na cieniutkiej podeszwie czuję, tworzący się tam bąbel. Męża buty obcierają, wszyscy czujemy w nogach przebyte kilometry. Pozwieszaliśmy nosy i modlimy się o metę. Końca trasy nie widać, mijają nas załadowane turystami meleksy. Cholera, trzeba było wziąć meleks! Poruszaliśmy się dość wolno,meleksy śmigają i wszyscy piesi nas wyprzedzają. Na pewno mają lepsze buty, .... może siedmiomilowe? Robimy się nieco drażliwi, nie rozmawiamy, mamy ochotę zawrócić, tylko piesek nie narzeka i dzielnie przebiera krótkimi łapkami. Ponownie tknięta złym przeczuciem, pytam męża o ilość posiadanej gotówki, mając nieśmiałą nadzieję na podwózkę.  Okazało się, że  starczy na płatny parking, o ile wrócimy po samochód w ciągu 2-3 godzin. Nie było szans, nawet jak dojdę do wydm, to nie dam rady wrócić o własnych siłach. A co będzie jak nie będzie można płacić kartą?
Nie mogę uwierzyć, że sama wpuściłam się w te maliny. Dlaczego u diabła nie mam na nogach butów do nordicwookingu? Dlaczego?
Po stu kilometrach (tak czuję) docieramy do celu, okazuje się że można płacić kartą, jesteśmy uratowani! Rozluźnieni, tarzamy się w piachu i dopijamy resztki kawy. 
Powrót meleksem super, koszt za trzy osoby to 42 zł, no ale jaki dystans! Wcześniej za wejście na teren parku zapłaciliśmy 15 zł. Na koniec tylko 12,50 za parking i cieszymy się końcem wycieczki. 
Uradowana, pędzę jak szatan do domu i marzę o masażu stóp.
Epilog.
Pies przez dwa tygodnie nie dawał się wyciągnąć na spacer dłuższy, niż wokół domu.
My mamy ubaw z nas samych i wiemy, że tę wycieczkę zapamiętamy jak żadną inną.

wycieczka  bez kosztów,  wycieczka bez smieci

 

15 komentarzy :

  1. Co tam kilometry :) wspomnienia się liczą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super napisane ;) z humorem i jajami no i wyprawa nie zapomniana;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, teraz też się śmieję:)

      Usuń
  3. Przypomniała mi się wycieczka z Ustki na ruchome wydmy na rowerach i z powrotem - to jakieś 70 km na zwykłych rowerach typu damka, w większości leśnymi dróżkami. Tyłki i nogi odpadały. Ale za to jakie wspomnienia! :-)
    PS> Może ta okolica taka pechowa? ;-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba się nie oprę i raz jeszcze pojadę:)

      Usuń
  4. Wycieczka życia:) Będą wspomnienia:)
    pozdrawiam Gosiu i życzę miłego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
  5. Była przygoda. Pies jaki zapobiegawczy na Was teraz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piesek na szczęście już doszedł do siebie:)

      Usuń
  6. Ha ha ha, Ty cierpisz a ja się pośmiałam - świetnie napisane :) Takie wycieczki się zapamiętuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, nie czego żałować, tylko się pośmiać:)

      Usuń
  7. Będziesz miała Gosiu co wspominać :) Świetny tekst :))
    Udanego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hi hi hi :-) Ja miałam podobną wycieczkę z Gdańska do Sopotu, w połowie zeszliśmy z plaży i poszliśmy chodnikiem :-)

    OdpowiedzUsuń