poniedziałek, 16 maja 2016

Ekologicznie, praktycznie, mądrze

   Ekologicznie, praktycznie i mądrze, tak właśnie kupujmy zabawki naszym milusińskim.
Gdzie idą stare, popsute zabawki? Do nieba?
Nie jestem ekspertem  w tej dziedzinie, nie mniej  jednak, zjawisko to spędza mi  sen z powiek.
Ze znanych mi przykładów wyłania się obraz  pokoju dziecięcego zawalonego (dosłownie) zabawkami.   Przy zakupie wielkiej plastikowej zabawki, nie zastanawiamy się przecież, co się z nią stanie później? Kupujemy więc,  na dziecku się nie oszczędza. I nawet jeśli trafmy na rozsądnych i świadomych rodziców, to z bliższą i dalszą rodziną jest już gorzej.
Coroczne przyjęcia urodzinowe generują stosy zabawek. Mikołajki, prezenty gwiazdkowe od babci, dziadka, cioci, kuzynki i wujka, to kolejna porcja. Wielkanocny zając także coś przynosi, dzień dziecka także, więc jeśli mamy więcej niż jedną pociechę, to drżyj ziemio nasza matko ile to gratów będzie. Czy dzieciaki się nimi w ogóle bawią? U nas z samochodami sterowanymi zdalnie było tak, że głównie  leżały na pawlaczu. Albo trochę inny przykład, dziecko posiada laptopa, ma konsolę do gier i dostaje w prezencie jeszcze tablecik.  Nich ma!
Czy to nie za wiele? Marzymy żeby czytały, a na prezent konsola i gierka.
Dobrze że są pudła i inne zmyślne pojemniki, bo w tej sytuacji trudno utrzymać porządek.
     Ja byłam niedobrą matką i robiłam dzieciom imprezę z tłumem gości co parę lat, co niewątpliwie ograniczyło liczbę zabawek w pokoju mojego dziecka.  Corocznie urodziny zwykle obchodzimy w domowym gronie. Smakołyki, tort i wypad do kina, na wycieczkę albo składkowy prezent.
Na dziecięce party chadzam regularnie i staram się zręcznie wybrnąć z  koziego rogu, w który  sami siebie zapędzamy. Ratowałam się już grami planszowymi, których można znaleźć naprawdę duży wybór, niepopularnymi wśród niektórych solenizantów, książkami, rękodziełem np. w postaci skrzynek na skarby ozdobionych metodą decu, na prawdę łatwo nie jest.
Nie lubię też dawać gotówki, tak samo jak dostawać, ale czasem to jedyne wyjście, więc zdarza się. Ci, którzy preferują tego rodzaju podarunek, dostają ode mnie  np. książkę, kartkę hand made plus odpowiednią kwotę.
Ciekawi mnie jak jest u was? Jak radzicie sobie z robieniem dobrych prezentów i zalewem tych zbytecznych?
Nie wiem, czy na tych puszkach się da chodzić, ale przy okazji, przypomniało mi się, jak nudzącemu się synowi zrobiłam zjeżdżalnię dla samochodów z deski opartej o jakiś mebel. Cieszył się jak szalony, gdy samochodziki pomykały z zawrotną prędkością z pochyłej deski.
Dziękuję miłym zaglądającym, czytającym i komentującym. Uwielbiam Was. Miłego dnia:)






19 komentarzy :

  1. Moje dziecko już dawno wyrosło z zabawek. Ale gdy syn był mały, dostęp do ładnych zabawek był kiepski, więc wszystko co było kolorowe i buczące - cieszyło. Dzisiaj dla wnuka/wnusi kupowałabym przede wszystkim drewniane zabawki (są naprawdę piękne), no i oczywiście zrobione własnoręcznie :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście masz rację, ale troszkę starszego dziecka, które już widzi, co mają jego rówieśnicy, nie da się całkowicie odizolować od zabawek, które nie są do końca w naszym guście. Zdarza się tak, że dziecko marzy o czymś, co ma jego kolega, czy koleżanka,a czasem prawie cała grupa w przedszkolu. Nasze dziecko też bardzo pragnie to mieć i wtedy starałam się spełniać marzenie. A zabawkowa kuchnia w Twoim poście przecudna! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda marzenia trzeba spełniać, jeśli to możliwe.Dzięki za komentarz:)

      Usuń
  3. Bo z tymi zabawkami jest tak - rodzice kupują, bo mają nadzieję, że to zastąpi ich. Ale się tak nie da. Dzieci nie potrzebują nowych zabawek - dzieci potrzebują nas, naszego zainteresowania, naszego czasu dla nich. Wystarczy kredka, nożyczki i już można wyczarować cały świat. A te spojrzenie - dziękuję Ci mamo - bezcenne. Dlatego tak mi żal, że dzieci dorosłe, bo wspólna zabawa na podłodze - to jest to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą. Nie wspominając i tym, że te "gotowce na baterie" ograniczają wyobraźnię. Ile to ja razy musiałam podpowiadać dzieciom w co się bawić, mimo fury zabawek w kartonach:)

      Usuń
  4. Ja dzieci nie mam, ale wiem z obserwacji u siostrzeńca i siostrzenicy, ze te top zabawki wcale się nie są takie fajne, jak je reklamują. Moim zdaniem, mniejsza rzecz, mniej wartościowa ucieszy dziecko bardziej:)
    miłego tygodnia

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnym sposobem jest też chowanie gdzieś na dłuższy czas zabawek, którymi się dziecko znudziło. Ja tak robiłam. Gdy za parę miesięcy taką zabawkę się wyciągało, radość była porównywalna do tej gdy dziecko dostawało coś nowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak robiłam, to świetny sposób:)

      Usuń
  6. Temat bliski moim intensywnym przemyśleniom:)))... jesteśmy na etapie pozbywania się nadmiaru:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Zabawki no niestety mam tego mnostwo mimo ze naprawde bardzo rzadko kupuje dziecku to nagromadzilo sie wlasnie z prezentow....

    OdpowiedzUsuń
  8. Robiłam porządek w zabawkach gdy tylko córki nie było na horyzoncie...miała tendencje zbieractwa wszystkiego...byle pierdółki i tak się z tym związywała, że niechętnie mogła się rozstać. Całe szczęście wyrosła już z tego.
    Pozdrawiam, M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mali zbieracze znam to. Też czasem wyrzucałam jak młodych w domu nie było:)

      Usuń
  9. Masz rację Gosiu :) Dzieci teraz mają za dużo zabawek, szybko się nimi nudzą, a zabawki dosłownie "walają się po całym domu".
    Widzę kolejną zmianę graficzną w nazwie bloga, bardzo fajnie to wygląda :)
    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gosiu, te zabawki to temat rzeka. W obliczu zbliżającego się dnia dziecka, wszelkich zajączków, mikołajek itd. czuję się niczym wyrodna matka, bo wcale nie mam zamiaru świętować z wielką pompą, a już na pewno nie będę obsypywać Anki zabawkami. Dzieciństwo ma tak wiele wymiarów i naprawdę uważam, że warto skupić się przede wszystkim na tych niematerialnych. Jeśli chodzi o prezenty, którymi ja obdarowuję bliskie mi dzieciaki, jak tylko mogę, biorę udział w składce i zrzucam się na jeden, a porządny upominek. Czasem jest to też wspólna wycieczka czy pieczenie ciasta. A jeśli jednak "przypadkowy" materialny prezent, to staram się, by było to coś, co się zużyje (kredki, farby, kolorowanki, wycinanki, naklejki itp.). Fajnie, że nie tylko ja mam takie podejście do tematu. Oczywiście uwielbiam te wszystkie piękne zabawki i czasem ciężko jest się powstrzymać od zakupu, ale ktoś przecież musi być mądrzejszy :-) Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  11. No, niektóre tylko są piękne. Zgadzam się, nieoczywiste prezenty, takie jak specjalny czas i zabawa z dzieckiem są super:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Moja mama musiała kupować mnie i mojemu starszemu bratu takie same kredki, ten sam zeszyt i piórnik, bo każde z nas było zazdrosne o drugiego, mój brat bawił się moimi lalkami, a ja jego samochodami, pamiętam jak dostał sterowany autobus, a ja zwykłą torebkę, mam nawet zdjęcie z tego dnia, nie wiem co to za okazja, ale do śmiechu mi nie było :-) Myślę, że to środowisko wyznacza trendy i raz jest to mówiąca maskotka, raz hulajnoga, ja wychodzę z założenia, że jeśli cię stać to czemu nie, po to są dziecięce marzenia by je spełniać, tak jak ja kupuję sobię kolejną miseczkę, czy świeczkę.Jeśli mi się znudzi to sprzedaję, albo oddaję w dobre ręce :-))) A najlepiej jest złożyć się z rodzinką na upragniony prezent, wtedy ma się pewność, że zabawka nie pójdzie w kąt ;-)

    OdpowiedzUsuń