piątek, 10 lutego 2017

Mały patchwork z jeansów i koszuli w kratę

Patchwork- narzuta na fotel.

Witajcie, dzisiaj będzie konkretnie i bez dłużyzny. Uszyłam niewielki "patchworczyk" w celu nabrania wprawy. Kołderka, którą pokazywałam TUTAJ, odłogiem leży i nie mam pomysłu jak się do niej zabrać. Jedna próba już była, ale wszystko poprułam. Moja maszyna i brak specjalnej stopki zmusza mnie pikowania ręcznego, a mam niestety uczulenie na metal i jest ciężko.
Na fotelu zasiada najczęściej mój małżon kochany, który zażyczył sobie nań narzutki, co by zanadto nie zniszczyć vintydża.

narzuta na fotel, patchwork z jeansów i koszuli w kratę, pikowany ręcznie

Mała kapa z trójkątów

Szycie z kawałeczków, to jednak jest sztuka plus sporo doświadczenia. Mnie nie udaje się zrobić tego idealnie. Cięłam równiutko trójkąciki, starałam się, pomagałam sobie szpilkami, a w dużej części wzór się nie chodził, a jeszcze dość prosty był.
Mnie w zasadzie to nie przeszkadza, jest do użytku własnego, a nie na sprzedaż więc szat nie rozdzieram, choć drobny niedosyt pozostał.
Uszyłam z tego tego, co miałam, z jeansów i koszuli. Nawet lamówkę samodzielnie zrobiłam. Między warstwami tkaniny, poliestrowa włóknina.

recyklingowy patchwork, nakrycie na fotel, patchworkowa kołderka



niedziela, 5 lutego 2017

Poduszka DIY z kaktusem

Poduszka z haftowanym kaktusem.

pisak do tkanin, kolorowa poducha boho, kaktus diy


Kaktusy jeszcze mi się nie znudziły, nadal bardzo lubię ten motyw za to, że jest wakacyjny i  daje wnętrzu nutę wesołości. Poza tym fajnie wpisuje się w styl boho, a mi na ten czas potrzeba odrobiny koloru. Kaktus jest właściwie wyszyty, a nie haftowany i ozdobiony kłaczkami kolorowej włóczki. Żeby było na bogato na rogach dodałam okazałe, dwukolorowe pompony. 

 Akcent w stylu boho.

Poducha wyszła trochę szalona, bo tłem została jedna z dwóch pomarańczowych poszewek, niegdyś moich ulubionych, pasowały do  pomarańczowej, przecieranej ściany. Po erze pomarańczu, powędrowały ma dno szuflady i zapomniałam o nich. 
Jeśli nie macie ochoty wyszywać, można posłużyć się pisakiem do tkanin. Zrobiłam to na rewersie poduchy. Dzieło moje odrobinę zaburza równowagę kolorów w pokoju, ale co tam, jak się na nią gapię, to jest mi weselej.

poducha diy z kaktusem




piątek, 27 stycznia 2017

Znów ocieram się o rękodzieło-kolorowy patchwork

Zajawka czyli zwiastun.

Tym razem, szybka zajawka projektu, który czeka na dokończenie. Jest to, czy raczej będzie to, multi kolorowa narzuta patchworkowa.

 kolorowa patchworkowa narzuta z kwadratów


Byłam tak bardzo przejęta dokładnym zszywaniem kwadratów, że musiałam wspomóc się stoperanem. Na myśl o kanapkowaniu i pikowaniu jeszcze większy strach mnie oblatuje:(
Póki co, jestem z siebie dumna i mam nadzieję, że jakoś sobie poradzę. Tym czasem czekam na dostawę ociepliny.
 Do miłego Kochani:)

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Szybkie DIY na poprawę humoru

Co zrobiłam, gdy czekałam aż farba wyschnie?

Po raz kolejny zdarzyło mi się, że przy realizacji jednego projektu, w tak zwanym między czasie, powstał drugi.  Międzyczas, czyli  czas schnięcia farby na zegarze - TYM, okazał się bardzo owocny. Słoik, który już  raz był  wazonem np. TUTAJ, uległ błyskawicznej metamorfozie.
 To nie pierwszy raz, gdy w oczekiwaniu na wyschnięcie farby, szukałam czegoś jeszcze " pod pędzel" i jeszcze fajnie wyszło. 



Proste i szybkie DIY ze słoika i taśmy izolacyjnej

Pomalować białą akrylówką słoik, a po wyschnięciu farby, przykleić czarną taśmę izolacyjną, możliwie równo. Ja przyklejałam " na oko", bez rysowania linii itp. Wazony w pasy widuję niekiedy na blogach, więc mam i ja. Na "żywo" wygląda jeszcze lepiej niż na zdjęciach. Czarnych pasków malować mi się  nie chciało, a taśma izolacyjna, to moje ostatnie odkrycie i myślę, że jeszcze  nie raz jej użyję. Druga sprawa, że można ją kiedyś odkleić i domalować inny wzorek.



piątek, 20 stycznia 2017

Stroje karnawałowe z domowej szafy

Kreatywne DIY- początki.

Zastanawiałam się ostatnio, kiedy po raz pierwszy ujawniły się u mnie zapędy do kreatywnej działalności na tak wielu polach. Okazało się, że moje pierwsze "zrób to sam", to nic innego, jak stroje karnawałowe. Zapracowana mamusia nie miała do tego głowy i na karnawałowe balety, ani mnie, ani siostry nie przebierała, a my nie śmiałyśmy prosić o coś bardziej wyszukanego. 
Mniej więcej w trzeciej klasie podstawówki, przebrałam się zupełnie sama za cygankę. Strój siłą rzeczy musiał powstać z tego, co znajdę w domu, a musicie wiedzieć, że wówczas niczego się nie wyrzucało i domy, i ich zakamarki pełne były rzeczy przedziwnych. Przetrząsnęłam zatem, w tajemnicy przed domownikami, wszystkie szafki i zakamarki w poszukiwaniu wszystkiego, co mogłoby się przydać cygance. Miałam szczęście, bo wszystkie znaleziska pasowały pierwszorzędnie. Podstawą stroju stały się; spódnica mamusi, dopasowana sprytnie do mojej sylwetki kawałkiem gumki, oraz dwie chusty. Spódnica wykończona falbaną, uszyta była z połyskliwego, czarnego materiału w czerwone i białe kwiaty, i bardzo przypominała mi odzież cygańską. Chustkę-apaszkę, także w kwiaty, przeznaczyłam na głowę, a drugą większą z frędzlami, pozostałość mojego stroju komunijnego, na ramiona. Przydała się też uniwersalna, biała bluzka od stroju galowego, na którą założyłam ciemną kamizelkę sznurowaną z przodu. Całość dopełniły kolorowe korale matuli, złote klipsy koła, oraz czerwone policzki wysmarowane pomadką marki Celia.
Efekt końcowy zachwycił moją rodzicielkę do tego stopnia, że nie mogła gniewać się za pożyczone bez pytania ubrania i biżutkę.
Sukces cyganki, uwieczniony szczęśliwie na fotografii, utwierdził mnie raz na zawsze w przekonaniu, że najlepszym sposobem na udany strój karnawałowy jest wykorzystanie rzeczy dostępnych w domu i samodzielne ich wykonanie, bez  ponoszenia dodatkowych  wydatków. Pożyczanie też jest OK, pożyczałam kolty od kuzynów, szpadę dla Zorro i temu podobne akcesoria. Dzięki temu, byłam także indianinem i kowbojem, z tym że ten ostatni nie był zbyt fartowny. Zrobiony przeze mnie  kapelusz z brystolu, który robiłam kilka dni, wymagał bowiem kilku warstw farby plakatowej,  i który z braku dobrego kleju zszywałam igłą- cerówą i nitką, nigdy nie ozdobił mej głowy na balu.
Odwiedziła nas wówczas znajoma taty, zobaczyła mój cudny, kowbojski kapelusz, wydała okrzyki zachwytu i wyraziła chęć pożyczenia go dla syna.  Zwrot miał nastąpić niezwłocznie po zabawie, przez ręce jej męża, który pracował z moim tatą. Nie miałam się jak wykręcić, mój poziom asertywności wynosił  wtedy zero,  bal był za tydzień, a ratunek ze strony ojca jakoś nie nadszedł, więc pożyczyłam. Koniec tej historii zasmuca mnie do dzisiaj. Kapelusza nie odzyskałam już nigdy, a w dniu balu byłam zmuszona pożyczyć  bibułkowy kapelutek od kolegi. Tak wyglądała moja brutalna lekcja o dotrzymywaniu słowa, pożyczaniu i  konsekwencji braku asertywności.
Sorki, bo jakoś straszno się zrobiło i zupełnie nie karnawałowo.
Po latach z powodzeniem i prawie bez kosztów przebierałam za różne "stwory" moich synków, ale były też małe zonki. Kaptur ducha na przykład, przypominał kaptur "ku klux klanu"(aby to odczarować, domalowałam mu  uśmiechniętą buźkę), a strój  Neo z Matrixa, został odczytany jako przebranie za księdza. Żałuję, że  dokumentacja fotograficzna jest bardzo niekompletna i pozostały mi głównie wspomnienia. Pokazuję więc,  tylko to co znalazłam, choć jakość marna zupełnie. Robiłam zdjęcia zdjęciom i to jeszcze słabym. Kto chce niech popatrzy.

strój karnawałowy,przebranie na bal
Na zdjęciu z cyganką, ta mała, to też ja. Taki kolaż sobie zrobiłam. Galoty Alladyna uszyte ze spódnicy.
strój karnawałowy, myszka, Zorro i Alladyn

Myszka miała ogonek, a czapkę uszyłam z czarnej koszulki.
Pozdrawiam serdecznie i pobalujcie choć trochę w karnawale:)

wtorek, 17 stycznia 2017

Hak, haczyk, wieszak- misja specjalna

Weź to na haczyk - szybki sposób na  bałagan.

Duży, mały, często niepozorny, a wiele może. Mam ich w domu sporo i jestem ich fanką od dawna. Mowa o hakach, haczykach i tym podobnych wieszakach. Właściwie wciskam je, gdzie się da i tam gdzie nic innego się już nie zmieści. 
Zapraszam więc do mnie, pokażę wam moje nieocenione haczyki- wieszaczki.

Miejsce na plecak, torbę i worek na kapcie.

Z pewnością to znacie i nie raz zastanawialiście się, co z tym zrobić. Ja przykręciłam z boku biurka wieszak i nie potykam się o pozostawione na środku pokoju "zawalidrogi". Bardzo polecam.

porządkowanie i organizacja, haczyki, pomysł na porządek

Nieoczywiste miejsce na ubrania

Podobnie poradziłam sobie z ubraniami syna, które zdejmuje po powrocie do domu. Jeansy i bluza zamiast zalegać na krześle, czy nawet podłodze lądują na haku, który jest przykręcony z boku regału za drzwiami.

powieś to na haku, szybki pomysł na pozbycie się bałaganu

Sama też mam w swoim pokoju, za drzwiami kilka haków na ubrania, głównie na spodnie, które nie są jeszcze przeznaczone do prania, a które nosiłam i nie chcę ich chować do szafy.

 zagospodaruj kąt za drzwiami

 W przedpokoju

Powiecie, że to nie dziwne, w przedpokoju każdy ma wieszaki i haczyki, chociażby na płaszcze i kurtki.
Ja też mam, ale dodatkowe umieściłam po bokach szafki na buty i wieszam na nich na przykład parasol, albo torbę na zakupy, żeby były pod ręką.

mały przedpokój, porządek dzięki haczykom i wieszakom


Dodatkowe haczyki w kuchni

Haczyki na ściereczki to oczywistość, ale można je dyskretnie umieścić także na drzwiczkach szafki po wewnętrznej stronie i wieszać, co dusza zapragnie. Tym razem bez dziur, bo zastosowałam haczyki samoprzylepne. Dzięki nim mam więcej miejsca w szufladach, tadam....
W szafce pod zlewem na haczykach wiszą też zmiotka i szufelką.

pomysł na dodatkowe miejsce do przechowywania w kuchni

I to by było na tyle, choć haczyków w domu mam więcej. Na tych na suficie wiszą przecież kwiaty! Może wy też macie w swym domu pożyteczne haczyki, napiszcie w komentarzach, bo jestem ciekawa:)
Dziękuję za uwagę i serdecznie pozdrawiam zaglądających:)

sobota, 14 stycznia 2017

Metamorfoza zegara.


Zegar w nowej szacie - pomalowałam plastik

Po Nowym Roku chciałam wystrzelić z postami i oszołomić was moimi, zajefajnymi pomysłami, a tu  słabo, posucha. 
Nie będę jednak jęczeć i biorę się w garść. Będę robić po kolei to, co mam pozapisywane na karteluszkach i w notatnikach. 
Dziś będzie o zegarze, który już raz pokazywałam na blogu TUTAJ. Prosty, biały zegar przez lata zżółkł niemiłosiernie i bardzo mi to przeszkadzało. Nie uwierzycie, ale dostałam go w prezencie w 1991 roku. Nie miałam jednak pomysłu, jak go na dobre odmienić i nie zepsuć, aż do dzisiaj. Postanowiłam go  po prostu pomalować i zobaczyć, co z tego wyniknie.

odnowiłam zegar, moje diy na stary zegar

Całkiem rozkręcić się go nie dało, malowałam więc małym pędzelkiem i nawet dobrze się przy tym bawiłam. Biała farba, choć gatunkowo nie najlepsza, pokryła niechcianą żółć i już było o niebo lepiej. Mój nastrój także się poprawił i poczułam, że jestem na fali.
Farba ta, to Lux Decor mat. Nie jestem z niej zadowolona, bo przy malowaniu wałkiem, tworzą się na malowanej powierzchni małe pęcherzyki, a po wyschnięciu powierzchnia nie jest gładka, tylko lekko chropowata. Czasem taki efekt może być pożądany, ale mi to zupełnie  nie odpowiada.  Muszę na przyszłość unikać tej marki.

pomalowałam stary zegar

Dwa kolory i złote kropki

Jak nowa szata, to nowa. Dołożyłam odrobinę łososiowego koloru i świetnie wyszło. Do tego jeszcze złote kropeczki i  mam zupełnie nowy, odlotowy zegar. Nie mam go tylko gdzie powiesić, ojej...:)

stary zegar można odnowić, pomalować i okleić

Byle jaka taśma nie pozostawiła mi wyboru i ostatecznie musiałam zrobić falę.

Na koniec zapraszam Was, do zakładki poniżej. Znajdziecie tam wszystkie moje prace jak na dłoni.
http://zrobisztosam.com/blog/czasoscrapowany.pl