niedziela, 14 października 2018

Niedzielny relax. Kartki hand made.

To niesamowite jak dobre planowanie wydłuża dobę. Jak widać starcza mi czasu, także na klejenie kartek. Dokupiłam niedawno  trochę materiałów, bo planuję częściej się relaxować w ten sposób.

.
Papiery w kartkach twórczo zmiksowane. Podobają sie wam?
Pozdrawiam i do następnego postu, którego tematu nawet ja sama nie znam:)


poniedziałek, 8 października 2018

MLM-biznes etyczny.


Zaufanie i dzielenie się.

Gdy słyszę od kogoś, że mlm to piramida, to uciekam. Bo choćbym na głowie stanęła, nie uda mi się zakorzenionego przekonania zmienić, a i nie mam na to ochoty ani siły. Dlatego, jeśli uważasz, że mlm to piramida daruj sobie ciąg dalszy.
Jak to działa? Oriflame nie ma sklepów i związanych z tym kosztów, dlatego może zaoszczędzone środki przeznaczyć na doskonalenie swoich produktów. Może dawać kupującym rabaty na wszystko, może ci płacić za to, że u nich kupujesz. Ludzie kupujący bezpośrednio w Oriflame, dzielą się tymi korzyściami ze znajomymi, by oni także mieli korzyści. Polecają ten model kupowania i za to polecanie dostają procent od obrotu. Dlaczego z tego nie skorzystać, jeśli dzięki tej pracy zarobisz, dasz zarobić innym, staniesz się niezależna finansowo i spełnisz swoje marzenia?współp
Zwyczajne sklepy także tworzą sieci i opanowują rynek. Reklamują się i przekonują na wszelkie, dostępne  sposoby, by u nich kupować. Zdrowa z założenia konkurencja działa na naszą niekorzyść, bo stosuje niedobre praktyki typu maksymalne obniżanie kosztów, nie zważając na jakość produktu. 



Biznes domowy.

W naszym zespole możesz kupować swoje kosmetyki inaczej, możesz kupować przez internet, ze stałym rabatem i mieć z tego dochód. Możesz podzielić tą możliwością z koleżanką, albo z mamą (tak zrobiła moja znajoma). Czy znajoma chce zarabiać na własnej matce? Mnie się wydaje, że chce, by jej mama miała te same korzyści, co ona i to jest realne. Ja zaprosiłam kuzynkę, bo kiedyś obiecałam jej, że jak znajdę sposób na zarobek, to wejdziemy w to razem.
Możesz się doskonalić dzięki wartościowym szkoleniom i poznać fantastycznych ludzi podobnych do ciebie, którzy odważyli się zrobić ten krok.
W projekcie dla kobiet każdy lider w zespole pomaga swoim ludziom awansować, wcześniej ktoś pomógł jemu. Wszyscy się cieszą z twoich sukcesów, jesteś doceniana i nagradzana za pracę. Ciekawe w jakiej innej firmie tak się dzieje? Często powstają tym polu piękne przyjaźnie. Nieśmiałe i niepewne siebie dziewczyny stają się dzięki temu pewnymi siebie i otwartymi kobietami, bo wzięły sprawy we własne ręce i uwierzyły, że dużo mogą. Wspaniała atmosfera, pomocna dłoń w pracy, szkolenia i ogromne wsparcie okazują się czasem lepsze niż niejedna terapia.

 Dzielę się tym z wami, bo może akurat tobie, albo tobie będzie ze mną po drodze.
Pozdrawiam i zapraszam znowu:)





poniedziałek, 1 października 2018

MLM, co ja robię tu i po co?

Domowy biznes z kosmetykami w tle.


Do  teamu kosmetycznego dołączyłam, nie z powodu chęci zostania konsultantką, tylko skusiła mnie  ścieżka kariery.
Moja praca sprowadza się teraz do tego, by znaleźć osoby, powiedzmy trzy, które tak jak ja chciałby na tę ścieżkę wstąpić. Aby to zrobić trzeba zacząć  kupować produkty Oriflame  dla siebie, rodziny i ewentualnie dla najbliższych znajomych. Bo od obrotu w całej grupie, wypłacana jest prowizja. KAŻDY, kto zorganizuje grupę 3-4 osób, kupujących w Oriflame, zarobi 4 % od obrotu tej grupy. KAŻDY, kto zorganizuje sobie grupę kilkunastu kupujących, zarobi 8 % itd. Każdy przechodzi tę samą drogę, bo nie ma dróg na skróty. Awansując, uczymy wszystkich zaproszonych, tego wszystkiego, czego się sami nauczyliśmy i pomagamy w zdobywaniu kolejnych awansów.
Z jednej strony bardzo proste, z drugiej trudne. Zaproszenie do przyłączenia się do tak mało znanego czegoś, osób które "znają temat" głównie z obiegowych opinii, nie jest łatwo. Ja trafiam na osoby, które twierdzą, że czasu nie mają,  uważają, że się nie nadają i którym się nie chce. Cóż. Jeśli o mnie chodzi, to czasu mam opór po prostu. Nie wiem, co mam z czasem robić, więc go zabijam. Nie, nie jestem emerytką, pracuję na etacie, mam rodzinę, psa, dorabiam na trzy sposoby i prowadzę blog. Aby nadmiar czasu w dwudziestoczterogodzinnej dobie,  nie pomieszał mi się zupełnie, kupiłam planer i teraz tracę czas według planu. A czy chce mi się ...spełnić swoje marzenia???
W gruncie rzeczy, mnie zodiakalnej lwicy,  najlepiej wychodzi leniuchowanie, ale chce mi się, bo to jest przyjemna robota. Po prostu pracuję na leżąco, ha ha.
Najśmieszniejsze jest jednak to, że ja się do tego emelemu "zupełnie nie nadaję". Jestem za stara, mam mało znajomych, jestem nieśmiała, nie mam daru mówienia i przekonywania, boję się ośmieszenia, a przed sprzedawaniem mam opory.
Dobra podkulam ogon, plany i marzenia chowam do szuflady z napisem, KIEDYŚ i po sprawie, czuję ulgę uff.

Projekt biznesowy dla kobiet, praca dodatkowa

Nie, nie i nie, co to ma być? A gdzie podziała się fajterka, która za dziewiątym razem zadała egzamin na prawo jazdy? Raz kiedyś, za młodu, odpuściłam  jedną ważną szansę i do dzisiaj nie mogę o tym zapomnieć.  Ale zaraz, zaraz przecież ja nie na wojnę jadę walczyć tylko mam sobie kosmetyki on-line kupować i powiedzieć o tym znajomym, bo na tym można zarobić. Załatać dziurę w portfelu, a później  spełnić  kilka marzeń.
Tak na poważnie, to wielu ludzi się nie nadaje, ale prawie wszyscy tak uważają. Niewiara w siebie i niechęć do zmian odbiera ochotę i siły nie tylko do działania, ale nawet do rozważenia tego, czy warto spróbować. Jako dziecko, myślałam, że jestem wspaniała, że wszystko mogę i świat stoi przede mną otworem. Czułam się wyjątkowa i byłam pewna, że osiągnę coś wspaniałego, a może nawet będę sławna. Kiedy się bałam, czy dam radę, mówiłam sobie, że skoro inni sobie poradzili, to ja też sobie poradzę. Ponadto miałam oczy i uszy szeroko otwarte, słuchałam dobrych rad i wskazówek.
Czy nie jest smutne to, że  czasem o tym zapominam  i zadowalam się tym, co mi łatwo przychodzi, że pozwalam leniowi siedzieć  mi na plecach?
Do mlm może przyłączyć się każdy, kto chce zarobić w dostępny dla każdego sposób.  To wystarczy. Jeśli chce, ale ma obawy-pomożemy, podszkolimy  i pewność się pojawi. Jeśli mówi, że nie ma znajomych i się wstydzi, to wskażemy gdzie ich znaleźć, pomożemy  pokonać nieśmiałość. W kobietach jest moc.  Poznałam cudowne, mądre i piękne dziewczyny  czuję się w ich gronie jak wśród starych przyjaciół, uczę się od nich wielu rzeczy, zbieram nowe  doświadczenia i niewątpliwie wychodzi mi to na dobre.

Dziękuję wam, że tu zaglądacie i zostawiacie komentarze, bo to miód na serce blogera. Buziaki:)














środa, 26 września 2018

MLM samo zło, sklepy samo dobro???

 Kto na mnie zarabia.

 Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale  mlm jest bardzo popularną formą dystrybucji na zachodzie.
 W Polsce niestety gorzej to wygląda.
Szkoda, że nie miałam okazji wcześniej poznać nikogo związanego z mlm i  że nikt mnie wcześniej nie zaprosił  do grupy. Nigdy też nie miałam okazji spotkać na swej drodze nawiedzonego sprzedawcy z mlm, przed którym musiałbym uciekać. Słyszałam o firmie na A i firmie na O, jednak sądziłam, że tam działają tylko konsultantki. Takiej z prawdziwego zdarzenia także nie spotkałam. Raczej dostawałam  katalog kosmetyków, których nie znałam i tyle. Rozważałam nawet  przez chwilę, zostanie konsultantką, jednak  uznałam wówczas, że nie jest to zajęcie zbyt opłacalne, zwłaszcza że przypomniałam sobie, że jestem kiepskim sprzedawcą.
Dzisiaj więc moje nowe przemyślenia i nowe fakty, które odkryłam.
Czy my to znaczy mój mlm, wykorzystujemy naiwnych ludzi, zarabiając na nich? What??? Za tym pytaniem kryje się osoba,  która nie chce, żeby ktoś na niej zarobił. Ok, jeśli tak, to niech broń boże nie kupuje niczego w sieciówce, bo tam też zarabiają na ludziach. Dziwne? Nie, bo jak się zastanowić, wszędzie ktoś na kimś zarabia. W sklepie, w pracy, banki na przykład zarabiają na grzesznej onegdaj lichwie, czyli zarabiają na ludziach udzielając pożyczek na procent.
Szczerze, nie lubię sieciówek i banków, chodzę czasem, bo nie mam wyboru.  Omijam też w nich wszelkie ekstra promocje i proszę zgadnijcie dlaczego. Plus, jaki w nich widzę to miła obsługa. Nigdy nie zdarzyło się, żebym poczuła się w R niekomfortowo. Szkoda tylko, że dzięki moim zakupom kosmetycznym pani ekspedientka nie zwiększy sobie zarobków i nie awansuje, a ja, mimo iż sporo  kupiłam i poleciłam świetne odżywki do włosów moim koleżankom, też zostałam bez profitu. Sklep jednak zarobił na mnie i dzięki mnie na moich koleżankach, no i co ?Nic, normalna rzecz.

Kto ma korzyści? Biznes w kapciach.

Wracając do mlm,  u nas wygląda to niby podobnie, a nawet i lepiej. Bo gdy zaczęłam zaopatrywać się niezbędne kosmetyki typu żele, mydła, pasty, kremy itd on- line, odpadło mi odwiedzanie  sklepów. Oszczędzam czas na dojazd i zamawiam sobie, siedząc w fotelu z kubkiem kawy.  Chętnie korzystam z tego, bo po sklepach chodzić nie lubię i unikam tego ostatnimi czasy jak ognia. Super jest to, że od początku kupuję wszystko z rabatem, nawet gdy dany produkt jest akurat w promocji. Kiedy zapędzę się i wypełnię wirtualny koszyk po brzegi, mogę skorzystać z dodatkowych bonusów i kupić sobie ekstra produkt za kilka złotych. Mogę, ale nie muszę, przyznam się, że nigdy nie kupuję czegoś, czego nie potrzebuję, tylko dlatego, że jest na to promocja. Co więc zrobiłam? Zamiast w popularnym sklepie, zrobiłam niezbędne zakupy ze zniżką na stronie  Oriflame.
 Oriflame poleciła mi koleżanka, która między innymi dzięki moim zakupom,  otrzyma  kilka procent prowizji, co mnie akurat bardzo cieszy. Ja również skorzystałam, na rabacie i ofercie specjalnej. Kupiłam ślicznie pachnącą wodę toaletową i kulki brązujące za ułamek ceny handlowej.
Aha, przy małych zakupach, zamiast opłaty za przesyłkę można wybrać jeden z proponowanych w danym katalogu kosmetyków, które są w cenie zbliżonej do opłaty przesyłkowej i tym sposobem czuję się jakbym miała przesyłką za  darmo. Uwielbiam tę opcję. Większe zamówienia oczywiście bez przesyłkowych opłat:)
Na dzisiaj tyle, ściska, was:)



niedziela, 9 września 2018

Nie chcę żałować, że nie spróbowałam.

Ciąg dalszy następuje.

Kasia idealny moment wybrała, akurat miałam dołek, czułam się  sfrustrowana, blog odłogiem leżał. Jasne było, że w blogowaniu  stoję w miejscu,  nic się nie dzieje, że brakuje mi profesjonalizmu i to są szczyty  możliwości Gosi-samosi. Potrzebne były inwestycje jak wszędzie. Nie będę tu pisać o szczegółach, ale byłam  zmęczona pokonywaniem wszystkich tajników w pojedynkę. Uważałam, że potrzebuję, licząc lekko, ponad dwa tys. zł. na jego rozwój. Powinnam kupić  nowoczesny szablon, może przenieść się z blogera na inną platformę, zainwestować w aparat i kurs fotograficzny. Mogłam też sama zainstalować darmowy, średni szablon i uczyć się tajników fotografowania, ale kupę czasu by to zajęło, a aparat i tak potrzebowałam lepszy.  Jak na blog hobbystyczny  to dużo za dużo.


 W zasadzie stałam w rozkroku, planu nie miałam, sama nie wiedziałam, o co mi chodzi. Wydawało mi się, że piękny blog coś tam zarobi, ale zaraz przypomniałam sobie, że wszystkie blogi, które lubiłam i które zaczęły publikować głównie teksty sponsorowane, zatraciły swą autentyczność i jako fan je porzuciłam. Nie chciałam tego dla mojego czasu oscrapowanego i  zaczęłam skłaniać się do zamknięcia bloga.

Kasia dobrze wyczuła moment i zagadnęła mnie bardzo umiejętnie. Zgrabnie nawiązała do rękodzieła i  blogowo-odległościowej relacji, która nas łączyła. Zaprosiła mnie też kiedyś do wystawiania moich dzieł w jej sklepie internetowym.  Wiedziałam, na pewno, że jest miła, konkretna i  ma hobby!
Zagadnęła mnie na messengerze i zadziałało.  Parę obiekcji miałam, które pięknie objaśniła wszystko przez telefon, nie czułam się ani przez chwilę namawiana, atakowana, czy coś w tym rodzaju. Mogłam odmówić w każdej chwili, ale byłam ciekawa.  Zapisałam się i ... zaczęłam walkę ze sobą. Powiedziałam A, bo Kasia mnie przekonała i  zobowiązałam się tym samym do powiedzenia B.

Małgorzato, uwierz w siebie.

Pozostałam z wiarą, że system biznesowy gdzieś tam działa  i inne dziewczyny odnoszą sukcesy, ale nie z wiarą, że mnie też to może dotyczyć. Mnie takie rzeczy się nie przydarzają. Prędzej zgubię niż coś znajdę. To było po pierwsze, po drugie zwaliły się na mnie zadania, które przywitałam, z niepewnością, ale wierzyłam Kasi, która spokojnie mówiła, że da się zrobić, wspierała mnie i uspokajała.
Na dzisiaj koncentruję się na korzyściach, pracuję, szkolę się i idę do przodu. W końcu to nie pierwsze wyzwanie jakie podejmuję w życiu, wystarczy wspomnieć mój kurs na tramwajarkę i pomykanie po szynach bez kierownicy oraz dziewięciokrotne zdawanie egzaminu na prawko.
Coś w tym jest, że jak czegoś bardzo się chce, to przeszkody się pokonuje, szuka sposobów i się nie poddaje, to prędzej czy później się uda:)

Dzięki wielkie za uwagę, za to że jesteście i pięknie komentujecie. Pozdrawiam:)


środa, 5 września 2018

Dlaczego Teamwork? cz.1

Słyszałam gdzieś, że Polacy wolą zaciskać pasa, niż szukać dodatkowego dochodu. Zaciskanie pasa   znam, ale ile można. Zaczęłam rozglądać się za dodatkowym zarobkiem.
Postanowiłam  na przykład, że  zostanę tajemniczym klientem.


Zarejestrowałam się na odpowiedniej stronie, wykonałam pierwsze zadanie, żeby udowodnić, że się nadaję. Na stronie jest też nieco do wypełniania, a zleceniodawca zwraca uwagę na pisownię, wymaga kultury i wystrzegania się błędów. Okazało się,  że pospieszyłam się zbytnio. Przyświecała mi wizja nieskomplikowanego zajęcia, zaczerpnięta z prasy kobiecej lat 90 -tych,  którą miałam w pamięci, a tu czasy się zmieniły i trzeba nagrywać. Nie wystarczy pomarudzić przy kupowaniu i obserwować, czy obsługa żwawo się rusza. Trzeba nagrywać i zdjęcia cykać. Auć, z szoku nie dopytałam,  na jaki sprzęt te cyrki cyfryzować i czy wystarczy nagranie audio, czy raczej video.
Już się widzę oczyma wyobraźni jak z małżonkiem w salonie samochodowym, odgrywam  rolę na miarę szpiega z krainy deszczowców i nagrywam po kryjomu całe widowisko na komórkę. Tak na poważnie, bardzo niekomfortowo bym się czuła. Profity natomiast w żadnym razie nie wynagradzały dodatkowego obciążenia psychicznego. Odpadłam w przedbiegach.
A może praca dodatkowa na godziny. Okazyjne pilnowanie dzieci albo sprzątanie. Cóż, szczęścia i tu nie miałam, zapominałam sprawdzać ogłoszenia i w efekcie trafiałam głównie na oferty bardzo kolidujące z moim etatem, który bądź co bądź mi odpowiada.
No to może bardziej realna praca, na przykład w weekend, na przykład w  nocnym monopolowym ?


Uuu, też bym się nie czuła komfortowo. Niesamowite, komfort psychiczny i fizyczny okazał się dla mnie ważniejszy niż kasa no, chyba że pospolitym leniem jestem, nie wiem.
Męczyłam się zatem bez kieszonkowego (pobory w całości przeznaczone na chlebek i takie tam... ), i obmyślałam plan napadu na bank spółdzielczy w Pcimu Dolnym gdy napisała do mnie Kasia B. Akurat w momencie gdy miałam zainwestować w czarną, bawełnianą włóczkę na kominiarki hand made. cdn




wtorek, 4 września 2018

Za ciosem.

Dzisiaj odniosę do komentarza moim poprzednim postem i rozwieję przy okazji niejasności krążące w obiegowych opiniach, bo coś mi zdaje, że sporo ludzi myśli podobnie. 

 ... "to mi się mi kojarzy jedynie ze sprzedażą bezpośrednią w modelu piramidy... czyli im więcej ludzi wciągasz, tym więcej zarabiasz."

 Piramidy

Myślę, że większości piramidy kojarzą się w pierwszej kolejności z piramidami w Egipcie, a w drugiej z piramidami finansowymi, też tak miałam. Na szczęście piramidy finansowe są w Polsce nielegalne i karalne. Niestety tak już jest, że odkąd powstał pieniądz i zróżnicowanie majątkowe, zawsze znajdą się ludzie, którzy zechcą zarobić szybko i bez wysiłku i zawsze znajdą się oszuści, którzy tę chęć próbują wykorzystać.
W piramidach nie ma produktu (jeśli są to urojone jak np.papiery wartościowe), nie ma obrotu, nie ma marketingu, nie ma awansów, nie ma wypłat. (Może na początku są na zachętę.) Piramida zawsze w końcu bankrutuje.
Jak myślicie, piszę się na piramidę i zacznę wciągać w to gie swoich przyjaciół?


Następne skojarzenie- sprzedaż bezpośrednia.



Sprzedaż bezpośrednia jest jedną z form sprzedaży detalicznej. Polega na dotarciu przez sprzedawcę bezpośrednio do potencjalnego klienta w miejscu jego pracy, zamieszkania lub w czasie specjalnie zorganizowanego wyjazdu turystycznego. Wywodzi się ona z handlu prowadzonego przez domokrążców-komiwojażerów.
 Tu już lepiej, bo legalnie, jednak żeby zarobić parę tysięcy miesięcznie, to musiałabym się chyba nieźle na latać i stracić na to  dużo czasu, a pracuję jeszcze na etacie.

I trzecie skojarzenie.

Im więcej ludzi wciągasz, tym więcej zarabiasz. Gdyby mnie ktoś tak zareklamował biznes, to bym od razu uciekła.  Ilu  ludzi mam wciągnąć?   Dziesięciu, stu, czy więcej i jak pracować z taką armią? Być może istnieją gdzieś struktury, które płacą za wciąganie osób, ale mnie coś takiego nie pasuje.


Moja odpowiedź MLM i zagadka rozwiązana.

 

Owszem budujemy zespoły, każdy swój i zapraszamy znajomych do współpracy. Nikogo nie wciągamy, tylko proponujemy  możliwości zarobku i rozwoju w zasadzie na tacy. Można się zgodzić lub nie. Wystarczy, współpracować bezpośrednio z trzema, czterema, góra z pięcioma osobami na raz. Mamy partnera biznesowego, mamy plan marketingowy, mamy produkt, mamy obrót, od którego otrzymujemy wynagrodzenie. Nie latamy po obcych ludziach z produktami. Każdy startuje z tego samego poziomu i może przewyższyć zarobkami osoby, które go zaprosiły. Tak samo, jak bycie dłużej w projekcie nie zawsze przełoży się na wyższe zarobki. Wyniki zależą od włożonej pracy. Biznes jest dziedziczny i można przepisać go w przyszłości na dziecko.  
Gruszki na wierzbie mnie nie interesują. Jeśli trzeba pracować, a kasa nie pojawia się znikąd, to już lepiej, a nawet bardzo dobrze.


Jeśli siedzisz czasem  nad pustą kartką i czekasz na nowy, cudowny pomysł, który ma zmienić twoje życie, to lepiej zapisz na niej swoje marzenia, wykorzystaj gotowy plan marketingowy i spełnij je.