sobota, 18 listopada 2017

Podkładka ze sztruksowej spódnicy. Recykling i DIY.

Pomyślałam sobie ostatnio, że nastała u mnie era podkładek, podstawek i tac. Kiedyś w domach rządziły serwetki, ale odeszły do lamusa, przynajmniej dla mnie. Babcia nakrywała serwetką nawet telewizor, poza tym kładła je niemal na wszystkich powierzchniach płaskich oprócz podłogi naturalnie. Mnie serwetki raczej przeszkadzały, zawsze wolałam przetrzeć powierzchnię z kurzu i dać sobie spokój z praniem, krochmaleniem i prasowaniem.
Taka cwana byłam, ale z czasem okazało się, że wazonu, czy kubka z kawą lepiej nie stawiać na "gołym" meblu, bo to dla mebli niezdrowe jest, zwłaszcza dla tych ze Szwecji.
Nastał więc czas handmadowych podstawek i podkładek. Mam ich na swoim kącie kilka i wszystkie je bardzo lubię. Łączą w sobie nutkę vintydżu, bo ręcznie robione i na szydełku oraz nowoczesność w postaci kolorów i formy. Okazało się szybko, że oprócz funkcji praktycznej są niebanalną ozdobą i urozmaiceniem w domowych "ustawkach". Poza tym każda jest inna, żadne tam komplety, bo zrobione z resztek i według własnych pomysłów. Inaczej było z drewnianymi, tu zgapiałam z netu i jeszcze mąż mi pomagał, bo od wyrzynarki trzymam się z daleka.

Podkładka w  zgodzie z ideą zero waste.

Dzisiaj  nietypowo, bo podkładka nieszydełkowa, lecz szyta. Brudnoróżowa spódnica ze sztruksu z sh nie chciała współpracować  i dobrze na mnie leżeć, poduszek mam  w domu opór, wpadłam więc na pomysł podkładki z tkaninowych warkoczy.
Pasy materiału zwinięte i zaplecione w warkocz, który następnie ciasno zwijałam i zszywałam mocną nicią i wielką igłą. Trzeba to robić w miarę solidnie, żeby konstrukcja się nie posypała. Podkładka wyszła sztywna i gruba,  ma też ciekawą fakturę.

podkładka hand made pleciona z materiału, diy zero waste

pleciona, gruba podstawka z materiału, diy w kolorze brudnego różu
 Może być także mini tabliczką:)
pomysł na ekspresową podkładkę, podstawkę hand made

Dla przypomnienia linki do postów zezdjęciami innych podkładek
http://www.czasoscrapowany.pl/2016/06/szydekowe-kulki-podstawka-diy.html
http://www.czasoscrapowany.pl/2016/07/drewniana-taca-ze-starych-desek.html
http://www.czasoscrapowany.pl/2017/05/trendy-jak-piosenki.html
http://www.czasoscrapowany.pl/2016/07/nowoczesne-szydeko-na-topie.html


Skromne objaśnienie poniżej.



jak zrobić plecioną podstawkę, podkładkę




poniedziałek, 13 listopada 2017

Pokój po zmianach.

Czasem mamy z małżonkiem wrażenie się, że w domu trwa niekończący się remont,  jednak jak się temu przyjrzeć, to tak naprawdę się  obijamy. Przez 17 lat pożycia raz pomalowaliśmy ściany w naszym pokoju raz na biało, raz wytapetowaliśmy na kolorowo, a po kolorowym szaleństwie nastało to, co ostatnio zamalowałam(liśmy).  Wygląda na to, że zmiana co cztery lata z okładem, mieści się w normie (nie za rzadko, nie za często). Uczucie ciągłego remontu bierze się zapewne  stąd, że jest robiony pomieszczeniami, własnym sumptem i nigdy w całości. Podłoga osobno, wymiana okien osobno, wymiana AGD itp. Poza tym w starym budownictwie nic nie jest proste. Przede wszystkim ściany nie są proste. Sufity i podłogi również, co rusz wyskakują niespodzianki, którym trzeba zaradzić i iść na kompromis z  własnym poczuciem estetyki,  "wiesz stary, to się opatrzy, za tydzień w ogóle nie będziemy tego zauważać", albo " najwyżej obrazek się powiesi".
Tynki co rusz poddawane wygładzaniu cekolem nie  są idealne. Mają przypadłości typu pękanie i odłażenie farby. Jak człowieka poniesie i zacznie skrobać, to potem traci się młodość  i urodę na wygładzaniu i szlifowaniu w pocie i pyle.  Czasami strach coś ruszać, żeby nie pociągnąć  lawiny, bo potem to już tylko katon gips albo zdzieranie tynków. Sąsiedzi przez ścianę chyba karton gipsem zlikwidowali problem, ale nie jest tak źle, abym brała z nich przykład. Karton gips to ostateczność.
Jak do tej pory ratowały nas tapety, głównie jednokolorowe, bo nie udało mi się  trafić na taki wzorek, który by mi się podobał.  Ostatnio dał się zauważyć wielki come back tapet i mnóstwo świetnych wzorów się pojawiło, ale my poszliśmy na skróty i pomalowaliśmy  starą tapetę farbą. Pomysł był dobry, ochlapać wszystko na biało jak leci razem z sufitem,  jednak mężu zainwestował w zwykłą farbę emulsyjną i myślę, że to był błąd. Emulsja nie kryła dobrze, tapeta ją chłonęła i  robota szła opornie do tego stopnia, że myślałam, że będą ofiary,  ale  ostatecznie skończyło się na nadwyrężonym kolanie, bolącym łokciu i przymusowych medytacjach przy kawie, aby nie popaść o obłęd. Gdy mąż nadwyrężał się niekończącym się malowaniem, ja dostarczałam kolejne wiadra farby. Miałam też wizję, że wstaję rano, a tapety leżą zwinięte na podłodze, bo nie wytrzymały ciężaru wtartej  weń farby.
Tym razem zmiany niewielkie, aczkolwiek oczekiwane i dla mnie znaczące. Wróciłam do bieli na ścianach, planując więcej koloru w dodatkach. Pod pędzle poszedł też regał billy i teraz jest biały, a komoda malm, której front pomalowałam wcześniej na dziwny róż, doczekała się także różowego blatu i  złotych uchwytów.





I tak jak kolor zielony nie miał wstępu do mojego domu, a gobeliny miały szlaban, tak teraz są. Byłe koszmarki stały się ozdobą. Szmaragdowa zieleń mnie oczarowała, ściana czasem wydaje mi się bardziej zielona, a innym razem bardziej w turkus idzie, kolor jest pięknie nasycony i umiarkowanie ciemny, uwielbiam. Jako tło pod obrazy inne zawieszki zielony jest the best.







środa, 8 listopada 2017

Stary regał nowe życie. Czy hand made jest zero waste?

Zero waste i moje hand made.

Malowanie.

zero waste i rękodzieło


Przy okazji malowania starego regału, myślałam o tym, jak to fajnie, że nie wyrzucam mebla na śmietnik, tylko odnawiam i używam nadal.  Och, ach jak cudownie. Tyle że  bardzo cudownie wcale nie jest, bo ja ten mebel pomalowałam farbą i jeszcze ohydna puszka po niej zostanie. Pędzli się nie czepiam, są wielorazowe. Nie wiadomo więc co gorsze, z tym że przeróbka jest na pewno tańsza.
Wiem, że najlepiej byłoby, gdyby regał został taki jaki jest. Jeśli nie może, to oddanie go spowoduje zakup nowego mebla, ale gdy pomaluję, nie kupię mebla, skorzystam z farby wodnej i wyrzucę puszkę. A  na początku wszystko wydawało się takie proste.
Idąc tym tropem, zaczęłam analizować wszelkie przejawy mojej działalności twórczej i jakie są tej działalności konsekwencje dla środowiska.

 Szycie i robótki.

Jeśli chodzi o szycie, szydełkowanie itp. to prawie wszystkie surowce są z odzysku, używane, podarowane lub z sh. Nowa włóczka, czy tkanina kupiona w sklepie, to  naprawdę rzadkość.  Przy szydełkowaniu, odpadów praktycznie nie ma. Przy szyciu  pozostają ścinki, które  wyrzucam, gdy już się  do niczego nie nadają. Zastanawiam się też, czy lepiej jest wyrzucić np. koszulę w całości do kontenera, czy też wykorzystać ją częściowo i wyrzucić resztki, które z niej zostały? Druga sprawa, gdzie wyrzucać te resztki tkanin?  Do kontenera na ciuchy, czy do mieszanych, a może bawełnę do mokrych? Co zrobić z guzikami przy tejże? Czy taki guzik  może być zagrożeniem na przykład dla zwierząt? Pytania się mnożą, ale to chyba dobrze. Dopóki pytamy, szukamy też odpowiedzi.
Tak czy inaczej, po szyciu trochę śmieci powstaje, ale jest tego naprawdę  niewiele.

Dekupage.

Dekupage u mnie jest rękodziełem okazjonalnym, najczęściej kupuję drewnianą rzecz na zamówienie. Potem malowanie i klejenie serwetek, a na końcu lakierowanie. Tutaj już tak różowo nie jest. Mimo że  to drewno, to  zawsze jest ono pomalowane i polakierowane, więc kiszka. Do tego opakowania po farbie, kleju i lakierze oraz papier ścierny. Jedyną pociechą jest  bardzo mała skala i to, że mój wytwór posłuży wiele lat, z wiekiem wypięknieje i nikt nie będzie  chciał się go pozbyć.
Podsumowując, żyć trzeba, jeść trzeba,  chodzić na zakupy, sprzątać, tworzyć i robiąc wszystkie te rzeczy z pewnością trochę naśmiecimy. Rzecz w tym, żeby WIEDZIEĆ, znać INNE MOŻLIWOŚCI i nie działać machinalnie, a rezultat będzie zaskakujący. Czasami wystarczy chwila refleksji, a czasami trzeba poszukać  wiadomości gdzie indziej. Zachęcam do dyskusji, puszki po farbie i guziki nie dają mi spokoju:)

Wracając do regału. 

Co miałam zrobić? Tylko pomalować i oczywiście na biało, bo na półkach zalegnie książkowo- bibelotowy miszmasz. Malowałam wiele razy. Farba, która sprawdziła się świetnie przy malowaniu boazerii w przypadku płyty meblowej, zachowywała się zupełnie inaczej. Niewydajna (w puszce niewiele farby zostało), słabo kryła i długo schła ( 3-4 godziny dla warstwy). Ostatecznie udało mi się to malowanie zakończyć.

Do sedna.

Jako że mebel stoi w tym samym miejscu, podobnie jak reszta, chciałam wprowadzić nowy, odświeżający efekt fajnym zaaranżowaniem półek.  Są też małe ograniczenia, bo spełnia on przede wszystkim rolę praktyczną, a ma wyglądać, że raczej dekoracyjną.


stary regał pomalowany



aranżacja na półkach regału

stary regał uratowany, odnowiony mebel



piątek, 3 listopada 2017

Frędzle i odrobina jeansu. Drobiazgi DIY

 Podkładka shaggy.


poduszka dekoracyjna w pół godziny, boho podkładka hand made

Pierwsze próby podjęłam kilka miesięcy temu, ale ciągle coś było nie tak, więc rzuciłam  w kąt kłębkami razem z szydełkiem.  Chodziło mi o to, żeby było włochate, chciałam uzyskać coś w rodzaju frędzli na całej płaszczyźnie robótki. Aby szło szybciej, zaczęłam od pomponów przyczepianych jeden przy drugim, ale nie takiego efektu się spodziewałam, pompony to nie to.
Potem pomyślałam o przyczepianiu pojedynczych nitek za pomocą  cieniutkiego szydełka do tkaniny. Trochę lepiej, ale dłubanina taka, że nawet moja cierpliwość wyzionęła ducha.

Do trzech razy sztuka - dzierganie frędzli. 


frędzle boho, podkładka, przeróbka poduszki

Do trzech razy sztuka i jeszcze jedna próba dziergania szydełkiem w podkładce szydełkowej. Dało się spokojnie po dwie nitki i szybciej szło.
W zasadzie chodzi o to, by pozbyć się włóczek, które przegrały kastingi na bardziej wyjściowe robótki typu szal, czapka itd.
O wyglądzie frędzlastej podkładki decyduje jakość włóczek, moje włóczki, mimo prania i czesania, nie chciały współpracować i się wyprostować. Nie jest chyba najgorzej, skoro zdecydowałam się ją wam pokazać, dobrze wpisuje się w luzacki styl boho:)

Mała przeróbka poduszki.

Gładką, nudną poduszkę można szybko odmienić naszywając paski postrzępionego jeansu. Zrobiłam to różową wełenką, ściegiem fastrygowym. Myślę, że efekt wart jest spróbowania. Na postrzępione paseczki mam jeszcze inny pomysły, które jeszcze dopracowuję.

boho dodatki handmade

włochata podkładka diy

środa, 25 października 2017

Embroidered skull. Haftowana czacha.

Haftowana czacha. Aplikacja na spodnie DIY,

 haftowana naszywka diy

Gdzie się człowiek nie obejrzy wszędzie upiory, dynie, strachy i choć w straszenie się nie bawię, wzięłam na warsztat  trupią czaszkę.  Dla odmiany wesołą i wcale nie straszną.
Czaszkę wyszyłam na szarym filcu muliną, jest kolorowa i może być świetną aplikacją na ubranie. Niczego nie kupowałam, wszystko z zasobów własnych.

 Czacha na nodze jak tatuaż.


trupia czaszka,  kolorowy haft, naszywka z czaszką jak tatuaż

naszywka z czaszką, czaszka w kwiatach

pomysł na ciekawe spodnie, naszywka diy, czaszka, haft diy

W efekcie przyszyłam ją na nogawce spodni i przyznam, że podoba mi się ta lokalizacja. Po biciu się w serce w poprzednim poście, że nieodważna jestem, postanowiłam przełamać głupie schematy, które zalęgły się w mojej czaszce. Latam z czachą po mieście i mam dzięki niej dobry humor.

wtorek, 17 października 2017

Chciałabym, a boję się...

Wszelkie kreatywne porywy  zaczęły mną targać, gdy byłam nieletnia. Szyłam krzywe kukiełki z oczami z guzików, robiłam na drutach ubranka dla lalek, usiłowałam haftować serwetki. Strach było  w domu usiąść, bo rozsiewałam igły i szpilki jak sąsiad plotki. W wieku około dziesięciu lat zaczęło  ciągnąć mnie  do garnków i pieczenia. Zbytnią bystrością w kuchni się nie wykazałam, bo próbowałam upiec ciasto bez mąki. Brak mąki w przepisie wydał mi się dziwny dopiero po wpakowaniu ciastowatej mieszaniny do piekarnika.  Zainteresowania moje rozkwitały i wszystko było dobrze, dopóki było praktyczne i mieściło się w ogólnie przyjętych  ramach, a ja miałam też pomysły niepraktyczne, chciałam inaczej, chciałam po swojemu.  Meble przestawić, niektóre pomalować, półkę z deski na sznurkach, zasłonkę zamiast drzwiczek w szafce, stos książek na podłodze, łóżko pod sufitem , coś z niczego zrobić.
Gdy chodziłam na (wybłagane) lekcje baletu, nie słyszałam niestety pochwał ani słów zachęty, tylko to, że baletnicą nie będę, bo nie jestem gibka. Po co dziecko oszukiwać, niech wie, że się nie nadaje.  Gdy  z trudem zapuściłam włosy, na przekór babci, która miała pięciu synów i uważała, że krótkie najwygodniejsze, dowiedziałam się od życzliwej cioci, że mam uszy odstające. Pierwszy mój dziewczęcy zaczes w życiu,  włosy podpięłam  spinkami i podobała mi się twarz patrząca na mnie z lustra, jednak co?..  Nie, że ładnie, że inaczej chociaż. Dowiedziałam się, że... uszy mi odstają.
Tej spódnicy  już nie założę, bo wyglądam w niej jak cyganka, w lenonkach jak żaba, a sałatka, którą zrobiłam,  nie nadaje się do jedzenia. Skąd mi przyszło do głowy, żeby pomarańczę z zieloną sałatą mieszać?  Sałatę lepiej ze śmietaną, każdy wie o tym.  Po co mi angielski, z kim ja po angielsku chcę gadać.
Starych krzeseł, które uratowałam, nikt oprócz mnie nie podziwia,  okna  bez firan są za gołe i kwiatów  mam za dużo.  Krzywe ściany powinnam karton-gipsem wyrównać i porządny dywan kupić, zamiast tych małych chodniczków.
Bez mięsa rozchoruję się, będę podjadać na boku i za pół roku mi się znudzi. Znam to.  
Prawdopodobne jest, że próby hartowania mnie, spowodowały, że nie wyróżniam się dzisiaj  szczególną odwagą w życiu.  Przez to bez ustanku biję się  ze sobą w myślach, bo przecież  wolę nieschematycznie  i potrafię taki fakt u innych docenić.
 Na szczęście, mimo nabytego tchórzostwa w wyrażaniu siebie, udaje mi się lekko odbić w stronę przeciwną niż  ta najpopularniejsza.  Nie króluje u mnie styl kalka z wystaw sklepowych, tylko hand made. Nie wieszam firanek z gipiurą, bo w ogóle ich nie wieszam,  nie mam  porządnego kompletu mebli.  Zaj.....nych ledów pod sufitem i wanną też.  Żyję z tym i czuję, że mogłabym jeszcze bardziej:)

żródło:pixabay.com



czwartek, 12 października 2017

Moja zielona szafa.

Szafy stare i nowe.

Tak naprawdę, to nie lubię współczesnych szaf. Nie podobają mi się te wielkie połacie płyt, są takie....sklepowe. Stare szafy bywają piękne, ale ze względu na gabaryty, do mojej klitki są po prostu za wielkie i za toporne. Rozumiem też, że bez szafy trudno się obejść. Postanowiłam zatem spowodować, żeby moja  nie była przekleństwem wnętrzarskim, zawalidrogą i wielkim mało praktycznym  grzmotem.

Wyjście awaryjne, szafa DIY.


szafa diy, narożna szafa

Po wyprowadzce z 15-sto metrowego pokoju meblościanki wraz z szafą, stanęłam przed decyzją, gdzie lub w czym pomieścić wszystkie ubrania. Przez chwilę rozważałam zakup gotowej, współczesnej szafy, ale nawet najtańsza, była dla mnie za droga i niewarta swej ceny. Stanęło na pomyśle zrobienia mebla własnoręcznie.
Zaprojektowałam zatem narożną szafę, którą idealnie dopasowałam do pomieszczenia i która kosztowała  o połowę mniej niż od najtańsza ze sklepu.

Bitwa o przestrzeń

I niema w tym stwierdzeniu przesady, liczył się każdy centymetr. Szafa, a teraz właściwie zabudowa, jest zbudowana na miarę. Całość zbudowana jest z płyt gipsowych, potrzebne były trzy ścianki. Część głębsza z drążkami na dwóch poziomach ma wymiary 58x120, część z półkami 69x50.
Zamiast drzwiczek chciałam powiesić zasłony albo rolety, jednak ze względu na małoletniego musieliśmy mieć zamykaną i to na kluczyk. Młody wówczas upodobał sobie otwieranie wszystkiego i robienie "porządków".  Drzwiczki kupiliśmy w markecie, a niedopasowanie (lepsze są odrobinę mniejsze) zniwelowane zostało przy pomocy drewnianych listewek. 
Nasza niby szafa służy nam ponad dziesięć lat. Ścianki i drzwiczki można malować, dopasowując je tym samym do wystroju wnętrza. Myślałam już nie raz, czy nie wymienić jej na coś innego i niestety, czy raczej stety, jest niezastąpiona. 

szafa hand made, zabudowa na miarę

szafa na miarę


alternatywa dla szafy